środa, 28 października 2015

Ciastowy pieróg faszerowany :D

Z racji tego, iż w zamrażarce czekało na swoją kolej przygotowane przeze mnie ciasto według przepisu, który opisałam tutaj: kruche ciasto,  postanowiłam je wykorzystać na danie obiadowe, które nazwałam  ciastowym pierogiem faszerowanym ;p


Mając gotowe ciasto, do przygotowania pozostał farsz: z kilku prostych, smacznych i niedrogich składników :)



 
Składniki na farsz: 
1 cebula
4 ząbki czosnku
250 gram pieczarek
1 czerwona papryka
200 gram łopatki wieprzowej mielonej
sól, pieprz, bazylia, oregano, papryka słodka



Cebulę drobno pokroiłam oraz przysmażyłam na maśle na złoty kolor, dodałam pieczarki oraz posiekany czosnek. Po 2-3 minutach dodałam paprykę pokrojoną w małe paseczki, przysmażałam kolejne 5 minut - aż warzywa będą miękkie. Gotowe warzywa przesypałam do miseczki i na tej samej patelni przysmażyłam mięso doprawiając je odrobiną pieprzu, soli, oregano, bazylii i papryki. Mięso przysmażam około 5-7 minut, od czasu do czasu mieszając. Mięso mieszamy z warzywami i farsz mamy gotowy :)

Schłodzone ciasto dzielimy na 2 lub 3 równe części (w zależności od tego jak duży pieróg chcemy uzyskać) i rozwałkowujemy, by ciasto przypominało koło ;) Na środek ciasta nakładamy farsz i sklejamy w pieróg, ciasto smarujemy po wierzchu roztrzepanym jajkiem. Pieczemy około 30-40 minut w 180 stopniach, aż będzie rumianie :)




czwartek, 22 października 2015

Londyn na weekend #2: koncerty, pyszne jedzenie, zakupy oraz Autumn Fair

Jeśli chcecie się dowiedzieć o troszkę innych miejscach Londynu częśc pierwsza weekendowego wypadu opisana jest tutaj: Londyn #1 - zapraszam ;)
a dzisiaj kolejne wrażenia, którymi chcę się z Wami podzielić ;)

Dwa koncerty
W Londynie zawsze coś się dzieje... Na przykład jeśli lubimy posłuchać muzyki poważnej, przed wyjazdem możemy przeszukać internet w poszukiwaniu darmowych występów. I tak udało mi się być na koncercie w St.Martin-in-the-Fields – pianino i śpiew niczym w operze – 45 minut wyciszenia od miejskiego gwaru i szumu. Kościół St. Martin znajduje się tuż przy Trafalgar Square i National Gallery, warto do niego wstąpić nawet jeśli nie zamierzamy ‘załapać’ sie na koncert, ze względu na ciekawe wnętrze i zaskakujące podziemia - w kryptach podziemnych (co dla mnie za pierwszym razem było zdziwieniem) możemy zjeść smaczny posiłek w przystępnej jak na Londyn cenie.

video
 
Drugi koncert był kompletnie nieplanowany. W jednym z kościołów, w dzielnicy, w której mieszkałam (Barnet) w niedzielny wieczór gościnny występ dawał chór z Sankt Petersburga. W repertuarze mieli zarówno pieśni sakralne, jak i folkowe.  Nie dalej niż trzy dni przed wyjazdem w rozmowie ze znajomą poruszyłyśmy temat jak fajnie byloby posłuchać rosyjskiego chóru – aż tu taka okazja. A propos: wszystko jest możliwe i siedzi w naszej podświadomości (o tym króciutko przeczytacie tu: todo es posible). Wracając do występu chóru - udało się nagrać fragmeny występów, żeby móc się z Wami podzielić :) 

video

video
Autumn Fair
Może kojarzycie z filmów, czy seriali brytyjskich jak różne grupy społeczne ogranizują zbiórki pieniedzy na rzecz mniejszych, lokalnych fundacji poprzez sprzedawanie domowych wypieków, losów na loterię, przetworów czy biżuterii, a także ręcznie robionych kartek czy zapachowych lawendowych saszetek.

wtorek, 20 października 2015

Londyn na weekend #1, czyli Notting Hill, indyjskie klimaty oraz królewskie V&A

Kilka lat temu spędziłam wspaniały wakacyjny miesiąc w moim ukochanym Londynie. Jak to się mówi – więcej szczęścia niż rozumu – i uruchamiając wszelkie możliwe drogi znajomości, udało się pomieszkać miesiąc w Londynie u starszej brytyjki, która teraz jest dla mnie jak babcia :) Przez lata utrzymywałyśmy kontakt i moja „brytyjska babcia” zaprosiła mnie do siebie, co działa jak motywator do wyjazdu – Londyn nie jest tanim miastem, jeśli chcemy przeliczyć funty na złotówki. Koszty noclegów są wysokie, dlatego możliwosć nocowania u kogoś znajomego jest ogromną oszczędnością. Siedem lat temu zwiedzałam ile się dało, w większości odwiedzając parki i muzea za darmo – bo takich miejsc w Londynie jest wiele.  Lista jest długa (postaram się ją kiedyś dla Was stworzyć), ale dzisiaj chciałam się podzielić z Wami miejscami, które odwiedziłam podczas ostatniewgo weekendu. Jeśli wybieracie się do Londynu i chcecie odwiedzić  miejsca, które w przewodnikach nie są na liście „must see”  na pierwszych miejscach - zapraszam do lektury. 

środa, 14 października 2015

Bagaż podręczny, tanie linie lotnicze i przedłużony weekend w ulubionym miejscu ;)

Jak spakować walizkę lecąc tanim liniami na weekend, mając tylko bagaż podręczny?
Zadanie niełatwe jednak wykonalne... Nasz bagaż podręczny niestety ma ograniczone wymiary, więc zabrać możemy niewiele, dlatego warto zastanowić się, czego tak naprawdę potrzebujemy - zwłaszcza, jeśli mamy jesień i pogoda może nas zaskoczyć, jak poniedziałkowy śnieg w niektórych regionach Polski.

1. Sprawdźmy dopuszczalne wymiary naszego bagażu. Informacja ta dostępna jest zazwyczaj na stronie przewoźnika, podczas dokonywania rezerwacji biletu itp. Wybierzmy walizkę, czy plecak jak najlżejsze, by uniknąć zbędnego dźwigania naszego bagażu. Co więcej, czasami istnieje także ograniczenie wagowe bagażu. Często oprócz jednej sztuki bagażu podręcznego możemy zabrać jedną sztukę bagażu wielkości zeszytu - czyli niewielka torebka czy saszetka.

2.  W zależności, gdzie planujemy się zatrzymać sprawdźmy, czego potrzebujemy na nocleg. Idealnie, jeśli śpimy u kogoś znajomego i użyczy nam pościeli, ręcznika itp. Oszczędzamy wtedy mnóstwo miejsca, którego tak na prawdę już nam brakuje ;p

3. Zabierzmy ubrania, których nie musimy prasować. Nie wszędzie będzie dostęp do żelazka, a nawet jeśli bedzie - czas na prasowanie przeznaczymy na zwiedzanie i zabawę :D

4. Na podróż ubierzmy się na cebulkę. Miejsce na bagaż jest ograniczone, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zabrać rzeczy "na sobie". Co więcej, pamiętajmy o wygodnych butach - takich, które sprawdzą się zarówno w deszcz jak i słoneczną pogodę. Istotna sprawa zwłaszcza podczas podróży jesienią...

5. Zaopatrzmy się w przewodnik. Polecam zwracać uwagę na rok wydania, by informacje były w miarę aktualne. Dobrze jeśli przewodnik zawiera plany miasta, mapy metra czy komunikacji miejskiej. Mnie udało się zakupić taki przewodnik zarówno z planami dzielnic jak i planem miasta za 16 złotych w jednej z krakowskich księgarni - Skład Tanich Książek na ul. Grodzkiej (polecam - mają wiele ciekawych książek i przewodników, poradników i książek kucharskich w bardzo korzystnych cenach). 


Przewodniki, mapy, notes oraz przejściówki

6. Sprawdźmy jakie jest napięcie elektryczne oraz wtyczki, w kraju do którego się wybieramy. Możemy to sprawdzić tutaj: napięcie elektryczne. I tak ja zaopatrzyłam się w przejściówkę, taką jaką widzicie na zdjęciu - przyda się do ładowania aparatu i telefonu :)

7. Nie ruszam się bez małego kalendarza, w którym zapisuję co robiłam, gdzie byłam i co planuję. Warto zanotować w nim także adresy znajomych, do których się wybieramu i numery telefonów. Czasem elektronika zawodzi i numer telefonu może się przydać zapisany w papierowej wersji.

8. Zminimlizujmy kosmetyki zarówno ilościowo jak i wielkościowo. Jeśli chodzi o panów to prawdopodobnie mają mniejszy problem niż panie - odpadają im wszelkie kosmetyki do makijażu ;) ale kosmetyki codziennej pielęgnacji pozostają. Warto zaopatrzyć się w mniejsze wersje kosmetyków, czasem zostajemy zasypywani darmowymi próbkami żeli, kremów czy balsamów - warto je zachować na takie właśnie wyjazdowe okazje, gdzie liczy się każdy kawałek miejsca. Uwielbiam także małe buteleczki i pojemniczki, do których mogę wlać ilość toniku do twarzy czy żelu wystarczającą na kilka dni. W kosmetyczce znalazła się także mini pasta do zębów i krem Nivea. Co do makijażu staram się zawsze zabierać puder w małym pojemniczku (jak na zdjęciu) lub końcówki kosmetyków - takie, które po prostu wyrzucę na koniec weekendu - i tak tym razem mam "na wykończeniu" tusz i brązer - zyskuje zawsze miejsce (tylko troszeczkę, ale zawsze coś) na ewentualne zakupy ;) Do wszystkiego dorzucam jeszcze jednorazowe waciki nasączone zmywaczem, pilnik do pazokci i bezbarwną (lub bardzo jasną) odżywkę do paznokci - pozwoli to utrzymać zadabane paznokcie cały weekend, w łatwy i szybki sposób - odżywka szybko schnie i nie musimy martwić się odpryski - jak przy ciemnych kolorach ;)
Jeśli chodzi o włoscy: mały szampon, odżywka do włosów i końcówka olejku arganowego.



9. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego tzw. EKUZ - w przypadku, gdy podróżujemy w obrębie krajów UE może być bardzo przydatna. Oczywiście lepiej, jeśli się nie przyda, jednak przezorny zawsze ubezpieczony - wyrobienie takiej karty nic nie kosztuje i dostaniemy ją "od ręki" w placówce NFZ.  Z taką kartą w razie potrzeby powinniśmy zostać przyjęci w europejskich przychodniach szpitalnych bez większych problemów. Kilka lat temu podczas wakacji w Londynie złapało mnie ciężkie przeziębienie i bez problemu zostałam przyjęta u doktora (więc metoda sprawdzona ;) ) Szczegółowe informacje o karcie znajdziecie tu: EKUZ NFZ

10. Jeśli nocujemy u znajomych, prawdopodobnie nie oczekują od nas zapłaty i prezentów, jednak miłym gestem będzie zawiezienie czegoś w podziękowaniu za gościnność. Nie mając wiele miejsca w bagażu, pomysłem może być materiałowa torba na zakupy z motywem miasta, w którym mieszkamy, zestaw serwetek na stół, podkładki pod talerze - rzeczy, które będą praktyczne, lekkie, możliwe do przewiezienia i pasujące do każdego wnętrza domowego :) Możemy też wywołać zdjęcia: ramka ze zdjęciami, jako wpomnienia poprzedniego spotkania powinna się spodobać :) Jadąc do znajomych, pewno wiemy co przypadnie im do gustu :D Pamiętajmy, że w bagażu podręcznym mamy ograniczone możliwości przewożenia żywności, więc regionalne smakołyki mogą odpaść - chyba, że kupimy je na lotnisku - jednak liczmy się wtedy z wyższymi kosztami produktu.


"Thank You Gift ;)" - serwetki z Home&You oraz torba na zakupy z polskim motywem
11. Niezbędne dokumenty - upewnijmy się, czy potrzebujemy paszport, by wjechać do danego kraju, może wystarczy dowód osobisty. 

12. Prywatna apteczka - zabierzmy ze sobą witaminy, które zazwyczaj zażywamy, ewentualne środki przeciwbólowe czy na przeziębienie. Wtedy mamy pewność, że w razie potrzeby zadziałają i zaoszczędzimy sobie stresu szukając najbliższej apteki i zażywając leki których nie znamy.


Teraz jeszcze jedna obowiązkowa rzecz - nic nie waży, nie zajmie nam bagażu a taka ważna ;p 

DOBRY HUMOR I DUŻO POZYTYWNEJ ENERGII :)

Kochani, komu w drogę - temu czas!

Postaram się zdać relację po powrocie z jednego z moich ulubionych miast ;)

LONDON is waiting ;)


sobota, 10 października 2015

Dżemik z dyni - dyniowych wariacji kontynuacja

Bylo puree z dyni i ciasto z dyni,  była dynia faszerowana na obiad i prażone pestki z dyni, a dzisiaj nadszedł czas na coś z przetworów: dżem dyniowy :)

Taki dżemik możemy śmiało serwować na śniadanie do świeżej bułeczki, jako dodatek do płatków śniadaniowych czy owsianki, a także w kawowych wariacjach. 

Składniki (na jeden mały słoiczek)
250 ml wody
1 szklanka puree z dyni
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru
4 goździki
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej


Wszystkie składniki dajemy do jednego garnka, doprowadzamy do zagotowania. Gotujemy około 10-15 minut, co chwilę mieszając, tak by dżem nie przywarł do dna, ale zgęstniał. Jeszcze gorący dżem przekładamy do wyparzonego wrzątkiem słoiczka i mocno zakręcamy odkładając słoiczek "do góry nogami" ;) aż do całkowitego wystygnięcia.


Takim dżemikiem możemy cieszyć się całą zimę (jeśli zrobimy go odpowiednio dużo). Bo wiecie, łyżka do płatków, łyzka na śniadanie, troszkę do kawy i szybko się kończy ;)

Kawka z łyżką dyniowego dżemiku i bułeczka z dżemem z cukinii ;)

czwartek, 8 października 2015

Fasolka z wędzoną papryką

Moim ostatnim odkryciem kulinarnym jest papryka wędzona... Poleciła mi ją koleżanka, gdy podczas ożywionej rozmowy wymieniałyśmy się pomysłami na urozmaicone gotowanie. Pewno nie potrafiłam ukryć zdziwienia i zainteresowania, bo następnego dnia przyniosła dla mnie saszetkę tejże przyprawy. 
Z ciekawości doczytałam to tu, to tam i dowiedziałam się, że ten rodzaj przyprawy pochodzi (i jest tam bardzo popularny) z Hiszpanii. Polega na suszeniu i wędzeniu papryki nad "dębowym ogniem" i zrobieniu z niej proszku ;)
Przyprawa nadaje niesamowity aromat wędzonki potrawom. Jak zwykła papryka, tak i wędzoną możemy znaleźć w wersji słodkiej i ostrej. Przyprawa nadaje się jako dodatek do mięs, jajek, potraw warzywnych itp. Ja dotychczas wypróbowałam ją do jajecznicy oraz gotując fasolkę po bretońsku. 
I tu zakończyłabym wstęp do tego,
jak powstała w mojej kuchni bezmięsna fasolka po bretońsku:



Krok 1:
1/2 cebuli
3 liście laurowe
3 ziarna ziela angielskiego
2 ziarna pieprzu
olej
Przygotowujemy garnek, w którym docelowo chcemy gotować fasolkę.
Pokroiłam cebulę w drobną kostkę i podsmażyłam na oleju wraz z liśćmi laurowymi ziarnami pieprzu i ziela angielskiego. Smażyłam około 10 minut na bardzo małym ogniu, by cebulka się nie przypaliła tylko wolno poddusiła.

Krok 2

- 1/3 łyżeczki kminku
-1/4  ziaren kolendry
-1/2 łyżeczki majeranku
-1/2 łyżeczki wędzonej papryki
-1/4 łyżeczki pieprzu
-1/4 łyżeczki soli
-1/4 łyżeczki suszonej pietruszki
-1/4 lubczyku
- szczypta chilli
250 ml przecieru pomidorowego
4 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1 szklanka wody
 Pierwsze dwie przyprawy najlepiej pokruszyć w moździerzu. Niestety nie posiadam takiego :( ale radzę sobie wałkiem lub tłuczkiem do mięsa. Wystarczy, że zawiniecie przyprawę w pergamin i potraktujecie ją wspomnianym przyrządem. Do miazgi przyprawowej dodałam pozostałe przyprawy i tak powstała potrzebna mieszanka przypraw.
Do podduszonej cebulki dodałam koncentrat, przecier, wodę i mieszankę przypraw. Całość gotowałam około 10-15 minut pod przykryciem, co chwilę mieszając - inaczej sos zacznie przywierać do dna, a szkoda byłoby spalić naszą pracę ;p

Krok 3
2 puszki białej fasoli - wersja na szybko, króciutko się gotuje w porównaniu do fasolki suchej ;)
W końcu nadszedł czas na tytułową fasolkę, którą należy odcedzić i dodać do sosu. Całość gotowałam kolejne 10-15 minut.

Attenzione/Attention/Uwaga: nadal trzeba czuwać: fasolka lubi szybko się przypalać - chwila nieuwagi i przywiera do dna....

Po kilku minutach gotowania, spróbujcie sos i wedle uznania i gustu dodajcie, jeśli trzeba, którąś z przypraw. 

Bon Appetit!

*inspiracja: http://www.jadlonomia.com/

niedziela, 4 października 2015

Bieg Trzech Kopców - pierwsza 13stka :)

Odetchnęłam i ochłonęłam z pierwszych emocji po biegu (pierwsze wrażenia na FB) i mogę napisać jeszcze co, nieco o Biegu Trzech Kopców i mojej przygodzie z bieganiem ;)
Ciekawych biegania zapraszam do lektury i dzielenia się swoimi wskazówkami :D
Bieg jest do przebiegnięcia dla osób, które uprawiają bieganie dla swojej przyjemności - tak jak ja ;) Dzisiejszy bieg był dla mnie pierwszym biegiem tego typu na takim dystansie (13km). Dotychczas bawiłam się na krótszym biegach - 4,5km: bieg na kopiec kościuszki i 5km wokół błoni krakowskich.

Jak się zaczęło?
Bieganiem zajawiłam się niecałe 9 miesięcy temy (koło połowy stycznia 2015) i tak z biegania początkowo 1-2 razy w tygodniu po pół godzinki, stopniowo zamieniło się to w 3-4 razy w tygodniu. Z długością treningu jest różnie: zależy od czasu - czasem 40-50 minut biegu i rozciąganie, czasem 20-30 minut biegu. Szczerze muszę przyznać, że ostatnie dwa miesiącę były bardzo zajęte i z tym bieganiem też okazywało się być różnie, czasem udało się wyjść tylko 1-2 razy w tygodniu (niestety)...
 Zazwyczaj biegam po terenach płaskich, chociaż mając wizję Biegu Trzech Kopców przed sobą kilka razy wybrałam się na Kopiec Kościuszki, żeby jednak potrenować "wspinaczkę pod górkę", aczkolwiek Kopiec Piłsudzkiego, na którym bieg się kończy odwiedziłam pierwszy raz właśnie dzisiaj podczas zawodów ;)

Jak widzicie, amatorskie bieganie dla własnej frajdy wystarczy, by wystartować do trzech kopców - czas na przebiegnięcie trasy jest wystarczająco długi 2h 30min, więc nie ma strachu, że się nie zmieścicie w ramach czasowych. Jeśli chcecie jednak zająć miejsce na pudle to polecam bardziej profesjonalne przygotowanie: tegoroczny wynik: 0:43:34 (M) oraz 0:51:19 (K).

Całość biegu to 13km. Część trasy jest po płaskim terenie (Bulwary na Wisłą), jednak później zaczyna się wspinaczka i zbiegi: wybiegnięcie pod Kopiec Kościuszki, następnie trasa przez lasek wolski, gdzie biegniemy przez las, raz w górę, raz w dół. W tym roku pogoda okazała się bardzo przychylna i przez ostatni tydzień nie było deszczu, więc trasa była sucha, w wypadku deszczu trasa niestety prowadziłaby przez błoto i byłaby mniej przyjemna. 

Co zjeść przed biegiem?
Jeśli biegamy, wiemy ile czasu przed startem powinniśmy zjeść śniadanie, czy obiad. Bieg Trzech Kopców był o 10.30, dlatego śniadanie polecam zjeść 2,5 godzinki wcześniej około godziny 8. Dobrą opcją jest białe pieczywo z dżemem, czy miodem i banan. Takie śniadanie powinno nam dać odpowiednią dawkę energii. Dzień przed biegiem, na obiad i kolację nie bójmy się przyjąć węglowodanów - np. dobry makaron. Dzień przed biegiem starałam się także odpowiednio nawodnić organizm wypijając zwiększoną ilość wody. Jest to ważne, zwłaszcza jeśli pogoda mimo jesieni jest słoneczna i ciepła, tak jak dzisiaj i wypocimy nasz zapas wody szybciej niż się wydaje. 

Ciuszki - muszą być wygodne, sprawdzone buty, przewiewna koszulka, strój dopasowany do pogody. Gdy świeci mocne słońce polecam okulary przeciwsłoneczne - pamiętajmy o dbaniu o nasze oczy, nawet podczas biegnia. A co więcej, ochronią nas przed wszelkimi muszkami, czy robaczkami, których jesienią jest dużo i czasem ciężko je ominąć, a jak wpadną do oka spowodują łzy i dyskomfort biegania. 

A tak na zakończenie kilka fotek z dzisiejszego dnia:

Przed startem:  



Śliczny medal:


Widok z Kopca Piłsudzkiego - pogoda marzenie:


Ja taka szczęśliwa:


Bieganie to radość! :D