niedziela, 31 stycznia 2016

Goodbye Kraków!

Pożegnania czasem są łatwe, czasem trudniejsze, niekiedy jest to nasz wybór, czasami życie samo stawia przed nami sytuacje rozstania...
Te, które sami wybieramy w naszym życiu, które są efektem naszych przemyślanych, osobistych decyzji należą do tych łatwiejszych i zapowiadających zmiany, na które czekamy z podnieceniem i niecierpliwością :)

"Już pożegnania nadszedł czas..." Tak właśnie! Po ponad 5 latach życia w Krakowie nadszedł ten czas, kiedy przyszło mi się z nim pożegnać. Spacerując po krakowskich ulicach, można wiele przemyśleć - podsumować czas spędzony w tym zarówno turystycznym jak i studenckim, tajemniczym i gwarnym mieście pełnym uroczych zakamarków i magicznych miejsc. Żegnając się z Krakowem z całą pewnością mogę stwierdzić, że nie żałuję lat spędzonych tutaj. Jednak nadszedł dzień, gdzie przyszło mi ruszać dalej - poczułam, że najwyższy czas na wyprowadzkę z Krakowa i realizację kolejnych marzeń z mojej listy. Na kilka dni wracam do swojego rodzinnego domu, pakuję walizkę i ruszam w świat - w kilku miesięczną podróż :)
Gdzie będę? Podzielę się z Wami tym już wkrótce ;)

To, co przeżyłam w Krakowie pozostanie ze mną: zarówno studia jak i praca były dla mnie dobrym wyborem pełnym nowych doświadczeń.
Nie żałuję żadnego zdarzenia z ostatnich pięciu lat, przez te lata spotkałam wiele osób, które los postawił na mojej drodze - żadnej ze znajomości nie skreśliłabym z mojego życiorysu, jestem wdzięczna za każdą spotkaną osobę, bo czy jest to przyjaźń na długi czas czy kilkukrotne spotkanie - każda znajomość czegoś mnie nauczyła, ukształtowała mój charakter i przyczyniła się do mojego osobistego rozwoju. Ostatnie tygodnie mijały na spotkaniach ze znajomymi, pożegnaniach na kilka miesięcy - mam wspaniałych przyjaciół, dlatego nie mówię "żegnaj na zawsze"...  Jedno jest pewne, nie chcę zamknąć za sobą drzwi i spalić mostów, dlatego mówię: "Do zobaczenia ;)"

Przede mną duże zmiany, do Krakowa jednak będę powracać z sentymentem: miejsca, znajomości i zdarzenia - to wszystko pozostaje w moim sercu ♥ 

Ruszam w podróż życia z pełnym radości sercem, w świecie czekają na mnie kolejne miejsca do zwiedzenia i przygody do doświadczenia :)


Bye bye Kraków!!! :)














środa, 27 stycznia 2016

Lekko piernikowe ciacho ;)

Styczeń się kończy, o świętach już prawie nikt nie pamięta a w mojej kuchni powstało piernikowo-kakaowe ciasto. Podaję składniki na blachę 33cm x 22 cm. Ciasto przekrawamy i przekładamy powidłem. Możemy upiec ciasto  z całości składników, albo podzielić na dwa i upiec dwa osobne blaty ciasta :)

Składniki:
200 gram masła
4 łyżki kakao
4 łyżki przyprawy piernikowej
4 łyżki miodu
500 ml mleka
6 jajek
400 gram mąki 
400 gram cukru
2 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej 
2 łyżeczki proszku do pieczenia

powidło śliwkowe 200-250 gram

polewa czekoladowa



Masło topimy w rondelku dodając kakao, przyprawę do piernika i miód. Dokładnie mieszamy na gładką masę i ścigamy z palnika. Dodajemy mleko - mieszamy. Dodajemy roztrzepane jajka dokładnie mieszając całość. 

W misce łączymy mąkę, proszek, cukier i sodę. Suche składniki łączymy z masą. Ciasto przelewamy do formy i pieczemy około 30-35 minut do suchego patyczka.
Wystudzony pierniko-kakaowiec przekładamy powidłem i polewamy czekoladą.

*inspiracja: www.kwestiasmaku.com

niedziela, 24 stycznia 2016

Ciasto dyniowe w środku zimy

Zima za oknem, a z piekarnika wyszło właśnie ciasto dyniowe :)
Jesień dawno za nami, ale ostatnio odgrzebałam puree z dyni, przypomiałam sobie o przepisie na ciasto i tak oto - raz dwa - powstało szybkie co-nieco :)




Składniki:
100 gram masła
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (można zastąpić cukrem wanilinowym)
170 gram cukru
skórka otarta z dwóch pomarańczy
1 szkl. puree z dynii
2 jajka
3 łyżki jogurtu naturalnego
300 gram mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
60 ml mleka

Masło stopić na patelni. Suche składniki wymieszać w misce: mąkę, sodę, proszek, cukier. W drugiej misce roztrzepać jajka z pueree dyniowym. Dodać skórkę pomarańczową, ekstrakt waniliowy , mleko i jogurt. Wymieszać dokładnie i połączyć z suchymi składnikami, mieszając drewnianą łyżką. 

Wszystko przełożyć do małej formy keksowej lub muffinek. Piec w 180 stopniach około 45 minut lub muffiny około 20 minut.

Smacznego!

*inspiracja: www.kwestiasmaku.com

środa, 13 stycznia 2016

Decyzje, które podejmujesz mają wpływ na otoczenie...

Dzieliłam się z Wami filmami utrzymanymi w atmosferze świąt (KLIK), listą filmów na relaksujący wieczór (KLIK) czy filmami "z przesłaniem" (KLIK)
Dzisiaj czas na kolejne dwa filmy warte obejrzenia z serii: nic nie dzieje się bez przyczyny, a nasze życie jest ciągiem wydarzeń przyczynowo-skutkowych...

Czasem zdaje się, że pewne życiowe sprawy (mniejsze cz większe) nie mają wpływu absolutnie na nic. Czasem roztrząsamy zdarzenia szukając odpowiedzi na nurtujące nas pytania, trudno zrozumieć nam świat, a czasem wydaje się, że wszytko jest bez sensu i nie jesteśmy nikomu potrzebni. Ekstremalną rzeczą jest myślenie, że nasz brak nie zmieniłby absolutnie nic w życiu innych...

W filmie 'By God's Grace' Chris jest wychowywany w kochającej rodzinie, która ceni wspaniałe wartości. Chris jest dobrym chłopakiem, pomocnym, ambitnym i zdolnym...
Jednak jak życie jednej osoby może się zmienić w obliczu tragedii?
Czy można w ułamku sekundy przestać wierzyć w dotychczasowe wartości?
Jak decyzje, które podejmujemy w życiu wpływają na otoczenie...?

"Pamiętaj: Decyzje, które podejmujesz mają wpływ na otaczających Cię ludzi"



Jak wiele można zrobić dla drugiej osoby? 
"Nic nie dzieje się bez przyczyny..."
 Czasem poznajemy ludzi, którzy znikają z naszego życia bardzo szybko, czasem spotykamy ludzi, którzy pozostają z nami na zawsze, czasem usuwamy z naszej listy kontaktów osoby, które powinny zostać... Czasem chcemy decydować za innych myśląc, że działamy dla ich dobra - niestety dopiero po latach możemy uświadomić sobie krzywdę jaką wyrządzamy..
 Musimy pozwolić innym podjąć decyzję, czy chcą zostać czy odejść, czy przyjmą pomoc czy ją odrzucą, jaką drogę obrać w życiu... jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny i decyzje, ale pamiętajmy, że mają one wpływ na innych... ale czy po wielu latach można naprawić błędy...?
Czy nie jest za późno na poprawę?



wtorek, 5 stycznia 2016

Krzyk, irytacja, spokój, uśmiech czyli reakcje na codzienne życie

Jak często znajdujecie się w sytuacji, gdy macie ochotę komuś wykrzyczeć prosto w twarz co myślicie? Czy zdarzyło się Wam odpyskować komuś, zdenerwować się, strzępić sobie nerwy? Ile razy po takiej sytuacji, gdy minie chwila zdajemy sobie sprawę, że słowa zostały szybko rzucone, a nasze emocje niepotrzebnie wzięły górę?

Dzisiejszy post nie będzie jakimś tam książkowo-psychologicznym wywodem. Nie jestem psychologiem, podzielę się z Wami moim doświadczeniem, odczuciami i własnymi przemyśleniami.




Nie jest to post odnoszący się wyłącznie do związków w rodzinie, czy relacji damsko-męskich czy jak to sobie nazwiemy. Poniższe przemyślenia i działania staram się stosować w codziennych sytuacjach, wobec ludzi nawet całkiem mi obcych. 

Czasem mamy w życiu takie momenty, że coś mimo naszej uprzejmości i starań nie wychodzi tak, jak byśmy tego chcieli. Codzienne sytuacje potrafią wyprowadzić z równowagi, a ludzie (często nawet totalnie obcy) denerwują jak nikt inny. Jako, że prawdopodobnie z tymi "obcymi" nie zamierzamy utrzymać relacji (no bo przecież współlokatorów można zmienić, piekarnia nie jest jedna, a kierowca w autobusie nie jest naszym prywatnym szoferem...) wydaje nam się, że najłatwiej odpowiedzieć opryskliwie co myślimy i iść dalej. Nie - nie polecam. Tworzymy wtedy wokół siebie sieć osób, które gdzieś w głębi będą na nas złe, przekażą dalej negatywne emocje i frustracje, a  my wcale nie poczujemy się dobrze. Pamiętajmy, że dobro do nas wraca, ale przeciwieństwo dobra także wróci.

Przypadek pierwszy: W sytuacjach, gdzie mijamy tylko osobę (sklep, poczta, przystanek) nie starajmy się udowadniać na siłę swojej racji, jeśli chcemy tylko udowodnić reszcie świata "że jesteśmy najmądrzejsi". W codzienności sklepu czy urzędu pogawędka ma być miła, by nie psuć innym dnia. Wiem.... czasem jest trudno, ale starajmy się przygryźć język i być miłym - najlepszą bronią jest spokojna reakcja i uśmiech na twarzy.

Przypadek drugi: Gdy sytuacja włącza osoby z naszego otoczenia, które są w naszym życiu przez moment załóżmy osoby w jednym projekcie na studiach, przypadkowi współlokatorzy itp. (nie mówię o długoletnich przyjaźniach, związkach czy rodzinie) pasuje rozwiązać sytuację troszkę inaczej niż tylko przemilczeć (jak w sytuacji numer jeden). Wydrzeć się, zacząć rzucać czym popadnie, a w skrajnym przypadku się popłakać. Nie, nie, nie :D Załóżmy: prosimy kogoś o zrobienie czegoś (raz, drugi, trzeci) i nic - zero reakcji - denerwuje nas to, wręcz irytuje, ale nie dajmy się zwariować. Krzycząc możemy pogorszyć tylko sprawę i kolejne niemiłe sytuacje będą jeszcze trudniejsze. Pamiętajmy, że czasem możemy powiedzieć coś spokojnie, ale takim tonem, że zabrzmi gorzej niż krzyk - z tego też zrezygnujmy. W sytuacji drugiej, przemyślmy, co mamy do powiedzenia, uspokójmy się i do dzieła. Zróbmy coś, czego druga strona absolutnie się nie spodziewa: postaraj się prowadzić rozmowę, w taki sposób, by tuż na początku przeprosić za cokolwiek (jakiś banał), ale słowo przepraszam zbija z tropu - zobaczycie to po reakcji drugiej strony. Wiedząc co nieco o drugiej stronie, wykorzystajcie sytuację - zaproponujcie pomoc (może być coś minimalnego - serio nie trzeba wiele). Osoba po spokojnej rozmowie, a później prośbie nie będzie miała do Was urazy, relacje mogą się nie polepszyć, ale jedno jest pewne - nie pogorszą się, a na tym nam zależy, by nie tworzyć sieci nienawiści.

Przypadek trzeci: jeśli jesteśmy zdenerwowani na osobę nam bliską, wtedy bardzo szybko i łatwo przychodzi nam reakcja: nakrzyczeć, wypluć z siebie wszystkie emocje. Okej... ale co później? Odejść? Wrócić? Przeprosić? Super-idealnie. Ale słowa raz wypowiedziane nie mogą zostać cofnięte. W pamięci osób, które chcielibyśmy zostawić w życiu na dłużej pozostaną frazy, których żadne z nas nie chciałoby usłyszeć. Trzy słowa: spokój, czas i zastanowienie się. Nie możemy zostawić nierozstrzygniętej sprawy - nierozwiązane problemy wracają ze zdwojoną siłą i wybuchają, ale nie należy też reagować emocjami. Poukładajmy sobie porządnie w głowie, co jest nie tak, ułóżmy sobie jakie tematy chcemy poruszyć, nie wyzywajmy nikogo, nie wyciągajmy wyssanych z palca argumentów albo spraw i żalów sprzed lat, które kiedyś obiecaliśmy zamknąć i wybaczyć (bo nie na tym polega wybaczenie, by po latach wypominać). Rozmawiajmy spokojnie. Spokojnie znaczy nie krzyczmy, ale też używajmy tonu, który będzie miły, a nie jak jad żmii. Rozmowa dwóch osób, które przemyślały wszystko, uspokoiły się i wiedzą o co chodzi (choćby były cholerykami z charakteru) musi się udać :)

Dbajmy o relacje z otoczeniem, bądźmy bezinteresowni, a nagroda i uprzejmość ludzka sama do nas wraca. Bądźmy mili, a zobaczycie: prezenty na święta zaczniecie dostawać początkiem grudnia, a w styczniu nadal będą świąteczne niespodzianki; będziecie mieli cały świat przed Wami - pojedziecie, gdzie tylko zechcecie;
osiągniecie wiele mając niewiele.

- To co mam zrobić? 
- Nie musisz nic, wystarczy mi, że jesteś ;)



niedziela, 3 stycznia 2016

Nowy Rok, postanowienia, wdzięczność i działanie...

Jeden rok się kończy, kolejny zaczyna...
Dla wielu z nas jest to czas podsumowań i refleksji, noworocznych postanowień i zmian w życiu... Początek nowego roku motywuje do podejmowania działań, siłownie są pełne osób, które postanawiają zadbać o sylwetkę, dietetycy udzielają porad, zdrowa żywność znajduje większe zainteresowanie itd. itp.

Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu zrobiłam listę noworocznych postanowień...(?)
Zmiany jakie wprowadzamy w życiu powinny być rozsądnymi, przemyślanymi decyzjami. Jeśli chcemy zmienić coś w życiu podejmujmy decyzje niezależnie od pory roku, niech motywacją nie będzie tylko i wyłącznie 1 stycznia. Jeśli Nowy Rok jest jedynym motywatorem, nasze postanowienie prawdopodobnie nie zostanie zrealizowane. Ile razy końcem roku uświadamialiście sobie, że noworoczne postanowienia uciekły w niepamięć i skrupulatnie pisaliście kolejną listę, którą tym razem "na pewno" zrealizujecie :)

Chcemy zacząć uprawiać jakiś sport, zacząć uczyć się nowego języka, poznać nowe osoby, wybrać się z podróż... Pomysł wpadł Wam w okolicy wakacji? Nie czekajmy z nim do Nowego Roku, rozważmy wszelkie za i przeciw, przemyślmy sprawę, zorganizujmy plan osiągnięcia celu (plan tutaj: KLIK), pomyślmy kto i co może nam pomóc. Działajmy. Marzenia same się nie spełniają (KLIK).

Jeśli chodzi o końcówkę roku to specjalna lista postanowień noworocznych w moim wydaniu - nie (u mnie mapa planów tworzy się cały rok ;) ),
ale podsumowanie roku - zdecydowanie tak!

Czym jest refleksja nad przemijającym rokiem? Usiądźmy sobie spokojnie i w myślach lub na papierze spróbujmy przejść przez cały rok, zastanówmy się co się zmieniło, co osiągnęliśmy, jaki etap życia zakończyliśmy, jaki rozpoczęliśmy, kogo poznaliśmy, jakie znajomości przetrwały, czego nowego się nauczyliśmy... Pomyślmy o wszystkim, co jest dla nas ważne... Zobaczycie za jak wiele rzeczy możemy dziękować - wdzięczność pozwoli nam dostrzec, że mamy powody do szczęścia (KLIK)



1. Podejmujmy działania konsekwentnie - przez cały rok, nie tylko 1 stycznia
2. Pracujmy nad sobą
3. Cieszmy się życiem
4. Bądźmy wdzięczni

PS. Mój rok był pełen zdarzeń, zmian i wyzwań...
kolejny zapowiada się jeszcze ciekawiej;)