Kilka lat temu spędziłam wspaniały wakacyjny
miesiąc w moim ukochanym Londynie. Jak to się mówi – więcej szczęścia niż
rozumu – i uruchamiając wszelkie możliwe drogi znajomości, udało się pomieszkać
miesiąc w Londynie u starszej brytyjki, która teraz jest dla mnie jak babcia :) Przez
lata utrzymywałyśmy kontakt i moja „brytyjska babcia” zaprosiła mnie do siebie,
co działa jak motywator do wyjazdu – Londyn nie jest tanim miastem, jeśli
chcemy przeliczyć funty na złotówki. Koszty noclegów są wysokie, dlatego możliwosć
nocowania u kogoś znajomego jest ogromną oszczędnością. Siedem lat temu zwiedzałam
ile się dało, w większości odwiedzając parki i muzea za darmo – bo takich
miejsc w Londynie jest wiele.
Lista jest długa (postaram się ją kiedyś dla Was stworzyć), ale dzisiaj
chciałam się podzielić z Wami miejscami, które odwiedziłam podczas ostatniewgo
weekendu. Jeśli wybieracie się do Londynu i chcecie odwiedzić miejsca, które w przewodnikach nie są
na liście „must see” na pierwszych
miejscach - zapraszam do lektury.
Podróż rozpoczęłam niestety z mocnym
przeziębieniem, ale mając zwiedzanie w głowie, choroba jest niestraszna. Jednym
zdaniem ujmując: zjadając witaminy i rozpoczynając serię antybiotyku
rozpoczęłam moją długo-weekendową wyprawę ;) Jeszcze przed świtem dotarłam na
lotnisko, żeby o 7 rano być w powietrzu na krakowskimi budynkami. Lot do Stansted pod Londynem trwał około
2 godziny, a z lotniska zarezerwowanym wcześniej autobusem dostałam się do
centrum Londynu – na Victoria Station i z tego miejsca rozpoczęło się
zwiedzanie. Było już południe i moja
„brytyjska babcia” czekała na mnie z propozycjami na pierwsze
zwiedzanie...
Ja – zmęczona po podróży i pół zdrowa/pół chora przyjęłam każdą propozycję. Po szybkiej kawie i czekoladowym angielskim muffinie wyruszyłyśmy do Victoria & Albert Museum (http://www.vam.ac.uk/ ) – wprawdzie odwiedziłam to muzeum będąc poprzednio w Londynie, ale jest ono tak ogromne, że mając nawet kilka godzin jesteśmy w stanie zobaczyć tylko kilka ekspozycji. Po zostawieniu ogromnego plecaka, z którym podróżowałam, w szatni ruszyłyśmy do sekcji: Biżuteria – niesamowita ilość błyskotek, począwszy od biżuterii sprzed naszej ery, aż do najnowszych kolekcji robi wrażenie. Jest to jedna z niewielu ekspozycji, której nie można fotografować, dlatego załączam Wam link do oficjalnych zdjęć – niestety oddające tylko w niewielkim stopniu piękno eksponatów: biżuteria w V&A. Czasu wystarczyło jeszcze na zachwycenie się rzeźbami oraz rzut okiem na sklepik z okazji specjalnej ekspozycji: buty ;)
Ja – zmęczona po podróży i pół zdrowa/pół chora przyjęłam każdą propozycję. Po szybkiej kawie i czekoladowym angielskim muffinie wyruszyłyśmy do Victoria & Albert Museum (http://www.vam.ac.uk/ ) – wprawdzie odwiedziłam to muzeum będąc poprzednio w Londynie, ale jest ono tak ogromne, że mając nawet kilka godzin jesteśmy w stanie zobaczyć tylko kilka ekspozycji. Po zostawieniu ogromnego plecaka, z którym podróżowałam, w szatni ruszyłyśmy do sekcji: Biżuteria – niesamowita ilość błyskotek, począwszy od biżuterii sprzed naszej ery, aż do najnowszych kolekcji robi wrażenie. Jest to jedna z niewielu ekspozycji, której nie można fotografować, dlatego załączam Wam link do oficjalnych zdjęć – niestety oddające tylko w niewielkim stopniu piękno eksponatów: biżuteria w V&A. Czasu wystarczyło jeszcze na zachwycenie się rzeźbami oraz rzut okiem na sklepik z okazji specjalnej ekspozycji: buty ;)
Notting Hill – niczym w filmie, okolice
Liverpool Street i indyjskie klimaty oraz Kenwood po królewsku
Notting Hill – niegdyś biedniejsza,
niepopularna dzielnica, która po sukcesie filmu z Julią Roberts i Hugh Grantem
stała się bardziej popularna i rozpoznawalna. Spacer po Notting Hill rozpoczął
się ze stacji metra o takiej właśnie nazwie. Docierając do ulicy o dźwięcznej nazwie Portobello Road,
wkraczamy w świat Portobello Market: świat wielu sklepików z ubraniami, książkami czy biżuterią.
Przechadzamy się między straganami z kwiatami, czy antykami. Mijamy wiele
kawiarni i restauracji. Każdy z elementów tworzy niepowtarzalny klimat, w
którym moźna się zakochać – nie dziwne, że Anna (Julia Roberts) w filmie 'Notting
Hill' zabujała się tam na amen ;p Moim celem było znalezienie dwóch filmowych
miejsc:
1. Niebieskie drzwi, które jeśli oglądaliście
'Notting Hill' są drzwiami, za którymi mieszkał William (Hugh Grant) (280 Westbourne Park
Road – boczna ulica tuż przy Portobello Road)
2. Słynna księgarnia z 'Notting Hill'
– w filmie znajdująca się na: 142 Portobello Road, jednak w rzeczywistosci
znajdująca się kilka kroków dalej na 13 Blenheim Cres (może i na całę
szczęście, bo dzięki temu możemy trafić też do księgarni, znajdującej się
prawie naprzeciwko: Books for Cooks = jednym słowem raj dla lubiących kuchnię)
Z Liverpool Street do indyjskiego Brick Lane.
Ze stacji Liverpool Street możemy rozpocząć
wycieczkę po okolicy. Po wyjściu z metra otacza nas mnóstwo nowoczesnych wieżowców-biurowców, które
stopniowo będziemy opuszczac kierując się do Brick Lane. Po wyjściu z ogromnej
i imponującej stacji Liverpool Street możemy zahaczyć o All
Hallows London Wall – City of London było otoczone murem (London Wall)
wybudowanym około 200 roku, kościół
All Hallows London Wall jest kościołem, który został wybudowany w XVIII
wieku, stojącym dosłownie przy tym murze. Z tego miejsca skierowałam się do
pobliskiego Old Spitafields Market – znajdujemy tam wiele ciuszków vintage,
starych map, antyków, biżuterii, kawiarnii, restauracji i budek z jedzeniem...
miejsce absolutnie zachwycające różnorodnością oferty na straganach – można
pocieszyć oko różnymi pięknościami, a tuż obok Spitafield Market na 40
Brushfield Street, znajduje się ‘Verde & Co.’ oraz ‘A Gold’– sklepy
spożywcze, stare słynne stylowe brytyjskie. Z tego miejsca możemy kierować
swoje kroki do Brick Lane, jeśli wybierzemy trasę przez Fournier Street do
Brick Lane dotrzemy mijając Great London Mosque – meczet wybudowany w 1743 roku
– pierwotnie był to kościół protestancki, w 1976 roku zamieniony na meczet.
Mijając meczet wchodzimy na Brick Lane i wtedy możemy poczuć się jak w Azji –
przynajmniej jeśli chodzi o kuchnię ;)
Zaczynamy od wieżowców...
All Hallows London Wall
Old Spitafields Market
Verde & Co. / A Gold
Great London Mosque
Liverpoll Station
Mam nadzieję, że wrażenia i krótka fotorelacja pomogą Wam kiedyś w podróżowaniu :)
Już niedługo relacji ciąg dalszy:
jedzenie, zakupy, darmowe koncerty w Londynie i Autumn Fair ;)
PS.mam nadzieję mieć sprawny internet, bo ostatnio doświadczam jakichś problemów, dlatego przepraszam za wszelkie opóźnienia :(



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz