Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lifestyle. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 listopada 2015

Kalendarze Adwentowe 2015

Kalendarz adwentowy kojarzy mi się z dzieciństwem i kartonowym opakowaniem z dwudziestoma czterema ponumerowanymi okienkami. Każdego dnia pod odpowiednim numerem znajdowałam inną czekoladkę, odliczając do Bożego Narodzenia. 
Hmmm.... zastanawiając się, czy każdego roku w dzieciństwie było tak samo? Ależ nie! Tylko jeden rok w dzieciństwie był wyjątkowy pod tym względem - czekoladki skończyły się w ciągu jednego dnia - a właściwie to bardzo prawdopodobne w ciągu kilkunastu minut. Podczas, gdy z siostrą byłyśmy w przedszkolu nasz młodszy brat wyraził zainteresowanie kalendarzem, i tak ze swojej ciekawości skosztował czekoladek z każdego okienka :)
Dzisiaj nadal istnieją kalendarze - w prawie każdym sklepie pojawiają się te czekoladkowe, jednak na rynku możemy znaleźć całe mnóstwo kalendarzy nie tylko dla małych dzieci, ale także dla dużych dziewczynek - a ja chcialabym je wszystkie - nawet ten ostatni ;) :)
1. CIATE Mini Mani Month 2015 - 24 lakiery do paznokci, w Polsce dostępne w TK Maxx...
2. Look Fantastic Advent Calendar - kalendarz na 2015 niestety wyprzedany, jednak możliwe jest zarezerwowanie kalendarza na rok następny z darmową dostawą z Anglii
4. The Body Shop - mimo pytań klientek, nie jest dostępny w Polsce
6. Advent House od Yankee Candle z zapachowymi świeczuszkami na długie zimowe wieczory
6. Herbaciany Kalendarz Adwentowt BIO - ciekawa jestem smaku herbatek ;)
7. Jeszcze ciekawsza wersja herbaciana: Mount Everest Tea - oprócz herbatki możemy znaleźć ciasteczka, miód czy cukier
8. Kawa mielona - codziennie inna kawa ♥ ♥ ♥
9. Świetna zabawa dla dzieci (chociaż i ja bym nie pogardziła takim prezentem ;)) - LEGO kaledarz - dostępne np. w Smyku
PS. Jeśli zamierzacie zakupić kalendarz - spieszcie się, żeby zdążyly dotrzeć do pierwszego grudnia (co więcej, większość z nich szybko się wyprzedaje)
Have fun ;)

sobota, 21 listopada 2015

Filmy dla relaksu

Czasami po tygodniu pracy potrzebuję spokojnego nic-nierobienia w domu. Rozświetlam pokój świeczkami, przygotowuję zapas gorącej herbaty z sokiem malinowym, coś do przegryzania i odpalam film. Jeśli chcę się totalnie wyłączyć, zrelaksować, odstresować wybieram filmy nie wymagające zbyt wiele wysiłku - nie ma co się oszukiwać - strzałem w dziesiątkę są wtedy komedie romantyczne lub melodramaty :)

Pewnego razu z Rzymie - jadąc do Rzymu prawie wszyscy idą zobaczyć słynną fontannę di Trevi - legenda głosi, że wrzucając do niej monetę znajdziemy prawdziwą miłość... a co jeśli w akcie desperacji i złości zabierzemy te monety, jak główna bohaterka filmu...? Zabawna historia amerykańskiej dziewczyny:




One Small Hitch - Ona i On - starzy znajomi, Ona leci na ślub mamy, On spotykają ją w samolocie... Pod wpływem impulsu On przedstawia ją jako narzeczoną... perypetie dwójki znajomych, którzy nie zawsze się uwielbiali - zabawna, luźna i absolutnie odstresowująca komedia romantyczna :)






Oświadczyny po irlandzku - zakręcona dziewczyna czeka, aż jej "ukochany" w końcu się oświadczy... Zrobi wszystko, by do tego doszło - nawet poleci przez ocean do Irlandii, poświęci swoje walizki od Louis Vuitton'a (prawie)... a może będzie tarzać się w błocie ;) Wszystko, by odnaleźć miłość ♥ 




Pamiętnik - film na podstawie książki Nicholasa Sparks'a, czyli  trochę śmiechu, trochę łez... Staszy Pan czyta swojej żonie chorej na Alzhaimera historię życia...




Będąc nadal w temacie Nicholasa Sparks'a: Bezpieczna przystań - uciekająca dziewczyna, mrok, deszcze, zmiana wizerunku - nie przestraszcie się początkiem: film bardzo przyjemny, niebanalny - subiektywnie patrząc: ciekawszy niż Pamiętnik i inne filmy na podstawie powieści Sparks'a




A Wy jakie filmy polecacie na długie jesienne wieczory ;)?





poniedziałek, 2 listopada 2015

Filmy, z których każdy weźmie coś dla siebie...

W dzisiejszym poście chcę się podzielić z Wami filmami, do których każdy może podejść na swój sposób... Możemy oglądnąć je jako kolejny "jakiś-tam-film", ale prawdopodobnie większość z nas bezwiednie wyciągnie myśl-naukę, którą zachowa dla siebie. Te kilka filmów, to pozycje na liście, którą dzielę się z bliskimi - bo wartościowymi rzeczami warto się dzielić :) Po obejrzeniu filmu, który zmusza do refleksji lubię przedyskutować spostrzeżenia i wymienić się opinią, co daje jeszcze pełniejszy obraz i pozwala zyskać więcej, bo
"sharing is caring  ;)"

1. The Ultimate Gift (Bezcenny Dar 2006)
Film o młodym chłopaku, który pochodzi z bardzo bogatej rodziny. Początkowo nie zna niczego poza zabawą i pełnym kontem bankowym. Jego życie zmienia się po śmierci dziadka, który zostawia tajemniczy spadek, dla którego Jason musi wykonać różne zadania, by go uzyskać. Chłopak poznaje różne dary m.in. dar miłości, wdzięczności, przyjaźni, rodziny, zdrowia itp. Film momentami zabawny, momentami wzruszający, przekazujący wiele cennych rad...

 Tutaj:
Film i zwiastun 

http://www.fanpop.com/clubs/drew-fuller/images/628213/title/drew-ultimate-gift-screenca

2. October Baby
Zaburzenia psychiczne, niechęć do życia, problemy zdrowotne - to rzeczy, z którymi zmaga się nastoletnia dziewczyna. Nie zna przyczym problemów, aż pewnego dnia jej świat się wali - czy jej rodzice są naprawdę jej rodzicami? O tym, co powoduje aborcja, jak wpływa na otoczenie i jaki ma wpływ zarówno na matki decydujące się na aborcję, jak i otoczenie, lekarzy, pielęgniarki. Ponad to, lekcja życia dla każdego, zderzenie z codziennością. Poruszająca historia oparta na faktach.
Ciekawostka: aktorka grająca matkę decydującą się na aborcję wiąże to z prywatnymi doświadczeniami, jakie doznałą w swoim życiu. Film nie tylko pokazuje wartości jakimi jest rodzina, ale także przyjaźń czy miłość.



3. The Last Samurai (Ostatni Samuraj 2003)
O mały włos, a nie przekonałabym się do oglądniecia tego niekrótkiego filmu. Jednak znajomi mają czasem siłę przekonywania ;) I nie żałuję czasu poświęconego na obejrzenie filmu. Kapitan, po wielu przejściach w walkach z Indianami wyjeżdża do Japonii, by szkolić armię do walk z Samurajami. Podczas jednej z walk trafia w ich ręcę i tu zaczynają dziać się rzeczy, które diametralnie zmieniają jego życie. Poza wieloma walkami z czasów końca  XIX wieku film o poświęceniu, nawiązywaniu przyjaźni, wierności do współtowarzyszy, sposobach jednania sobie ludzi i odkrywaniu samego siebie.
Ponad to rewelacyjna ścieżka dzwiękowa: 




Jeśli widzieliście, któryś z filmów - co o nich myślicie? Jeśli jeszcze nie - zachęcam do obejrzenia i wymienienia się wrażeniami :)

czwartek, 22 października 2015

Londyn na weekend #2: koncerty, pyszne jedzenie, zakupy oraz Autumn Fair

Jeśli chcecie się dowiedzieć o troszkę innych miejscach Londynu częśc pierwsza weekendowego wypadu opisana jest tutaj: Londyn #1 - zapraszam ;)
a dzisiaj kolejne wrażenia, którymi chcę się z Wami podzielić ;)

Dwa koncerty
W Londynie zawsze coś się dzieje... Na przykład jeśli lubimy posłuchać muzyki poważnej, przed wyjazdem możemy przeszukać internet w poszukiwaniu darmowych występów. I tak udało mi się być na koncercie w St.Martin-in-the-Fields – pianino i śpiew niczym w operze – 45 minut wyciszenia od miejskiego gwaru i szumu. Kościół St. Martin znajduje się tuż przy Trafalgar Square i National Gallery, warto do niego wstąpić nawet jeśli nie zamierzamy ‘załapać’ sie na koncert, ze względu na ciekawe wnętrze i zaskakujące podziemia - w kryptach podziemnych (co dla mnie za pierwszym razem było zdziwieniem) możemy zjeść smaczny posiłek w przystępnej jak na Londyn cenie.

 
Drugi koncert był kompletnie nieplanowany. W jednym z kościołów, w dzielnicy, w której mieszkałam (Barnet) w niedzielny wieczór gościnny występ dawał chór z Sankt Petersburga. W repertuarze mieli zarówno pieśni sakralne, jak i folkowe.  Nie dalej niż trzy dni przed wyjazdem w rozmowie ze znajomą poruszyłyśmy temat jak fajnie byloby posłuchać rosyjskiego chóru – aż tu taka okazja. A propos: wszystko jest możliwe i siedzi w naszej podświadomości (o tym króciutko przeczytacie tu: todo es posible). Wracając do występu chóru - udało się nagrać fragmeny występów, żeby móc się z Wami podzielić :) 


Autumn Fair
Może kojarzycie z filmów, czy seriali brytyjskich jak różne grupy społeczne ogranizują zbiórki pieniedzy na rzecz mniejszych, lokalnych fundacji poprzez sprzedawanie domowych wypieków, losów na loterię, przetworów czy biżuterii, a także ręcznie robionych kartek czy zapachowych lawendowych saszetek. To wszystko można było znaleźć na ‘Autumn Fair’ w Barnet, na który zabrała mnie w sobotnie przedpołudnie moja ‘brytyjska grandma’. Wejście na Autumn Fair kosztowało 0,5 funta. Całość zebranych pieniędzy była przeznaczona na lokalną fundację. Dla mnie była to świetna okazja to poznania różnych osób z okolicy i spędzenia miło czasu na pogawędkach z brytyjczykami.




Lawendowa saszetka, piękne serwetki i ręcznie robiona świąteczna kartka - wszystko z Autumn Fair :)

Jedzenie
Niektórzy mówią, że brytyjskie jedzenie jest niesmaczne. I tu moje zdanie jest odmienne – może jedzenie nie jest zawsze zdrowe, ale to zależy, co wybierzemy. Mogłabym jeść muffiny i apple crumble (jabłka pod kruszonką) w kółko. Co do głównego posiłku - Brytyjczycy jedzą różne rodzaje mięs, a jako dodatek często serwują marchewkę, groszek, brokuły czy piertuszkę. Taki zestaw warzyw zdecydowanie mi odpowiadał, razem z cienkimi plastrami wieprzowiny w sieci pubów Black Horse na niedzielny obiad. A na deser jabłka pod kruszonką z lodami mniam!





Zwiedzając Londyn możemy napić się dobrej kawy i zjeść lunch w sieci Pret a Manger. Ich restauracje znajdziemy w całym Londynie – możemy zjeść kanapki na ciepło czy zimno, skosztować ogromnych muffinów czy croissantów, napić się różnych rodzajów kawy czy herbaty – jak na sieciówkę bardzo fajne miejsce. Z chęcią zamieniłabym McDonald’s czy Starbucks w Polsce na Pret a Manger
 



Kawa + croissant + kanapka z łososiem

W Barnet moim odkryciem  w niedzielny poranek była Pâtisserie Joie de Vie –  francuska kawiarnia z wyśmienitą kawą i pysznymi wypiekami prowadzona przez francuskich chłopaków. Wstąpiłam do tej kawiarni spacerując po Barnet i był to strzał w dziesiątkę. Moją uwagę przyciąnęły wyśmienite wypieki, które można było zobaczyć przez witrynę  – czasem warto wstąpić w nieznane miejsce. Wchodząc można bylo się zachwycić wspaniałym zapachem kawy i świeżych wypieków... Podczas kilkunastu minut, które tam spędziłam przegryzając ‘chocolate croissant’  i popijając ‘flat white’ z kuchni ‘wyszło’ kilka nowych tac  z wypiekami  - brytyjczycy wstępowali po kawkę na wynos plus jakiś smakołyk. Miło było obserwować ludzi, zrelaksować się w tym sympatycznym miejscu z miłą obsługą.




Na liście znalazła się jeszcze wspomniana przy okazji St. Martins-in-the-field restauracja w kryptach. Nie mogłam odpuścić tak interesującego miejsca, jeśli będziecie chcieli je odwiedzić: do kościoła wchodzimy drzwiami po prawej stronie od głównych drzwi i tuż za nimi będą duże drewniane drzwi i schody prowadzące do podziemnej restauracji. Jedzonko badzo smaczne, miejsce zawsze pełne, więc dosiadłam się do kogoś, kto miał wolne miejsce przy stoliku. Zauważyłam, że wszyscy tak robią, co jest miłą okazją do pogawędki i poznania nowych osób. (http://www.stmartin-in-the-fields.org/cafe-in-the-crypt/)

Krem szpinakowy i apple crumble

Zakupy
Jeśli mamy ogromną walizę, do której możemy władować mnóstwo rzeczy to możemy nastawić się na buszowanie po sklepach. Najlepszy czas wyprzedaży to lipiec i styczeń – wtedy ceny w niektórych sklepach są wręcz śmieszne w porównaniu do naszych wyprzedaży (bluzki w H&M za 1 czy 2 funty ;) )  Tym razem mój podręczny bagaż nie pozwalał na ogromne szaleństwo, jednak miałam odrobinę miejsca, by kupić kilka rzeczy. 
Krok pierwszy: Primark – sieć sklepów z ubraniami, butami i gadżetami do domu. Dwa największe znajdują się na Oxford Street i prostopadłej do niej Tottenham Court. Łącząc zakupy ze zwiedzaniem, z Primark Oxford Street skierowałam się przez Regent Street, aż do Trafalgar Square. W Primarku możemy znaleźć bluzki od 2 funtów, tanie skarpetki czy bieliznę i piżamiki. Przy zbliżającej się zimie mnóstwo rękawiczek, czapek i szalików. Rzeczy są nienajgorszej jakości – mogę potwierdzić, że ciuszki, które zakupiłam kilka lat temu nie sprały się, ani nie straciły koloru po pierwszym czy kolejnym praniu (jak to czasem bywa).

Oxford Street
 

Boot’s oraz Savers – jeśli szukamy produktów kosmetycznych, czy chemicznych skierujmy się właśnie tam. Sieci tych sklepów znajdziemy praktycznie wszędzie, w każdej dzielnicy, czasem miałam wrażenie,  że jest ich kilka na jednej ulicy.

Jak gdzieś wyjeżdżam niegdy nie moge się oprzeć słodyczom – zawsze kupuję takie, których nie znajdę w statdardowym polskim sklepie. Sieci supermarketów, w których możemy szukać dobrych produktów w fajnych cenach to Waitrose czy Sainsbury’s. Dobrze nam znane Tesco także przemknęło mi przed oczami, jednak pozostałam wierna Waitrose – które było moim ulubionym już kilka lat temu – ponad to, Waitrose ma prawdopodobnie lepszą jakość, jest bardziej brytyjsko ;) a ceny porównywalne  ;p

W ostatni dzień spcerując po Barnet wstąpiłam do jakiejś księgarni. Pomijając fakt, że półki były pełne bożonrodzeniowych kartek (co dziwne, nie zauważyłam tam szału Halloween, które przecież tuż tuż) znalazłam kalendarze na nowy rok. Nie zamierzałam przywozić z Anglii kalendarza, ale był taki śliczny, że nie mogłam się oprzeć – plus cena (0,99 funta)  jak marzenie...





Rękawiczki i komin - Primark
Ekstrakt z wanilii - ideał podczas pieczenia (mam nadzieję ;) )

Sklepy do odwiedzenia jako atraktcyjne turystycze lub dla bardzo zasobnej kieszeni ;)

W Londynie jest kilka miejsc, w których możemy znaleźć kosmiczne ceny, ale dla samego doświadczenia zobaczenia miejsca warto wstąpić i przespacerować się między ekskluzywnymi stoiskami. Oprócz Harrod’s czy Harvey Nichols znajdujących się w dzielnicy Knightsbridge, mamy Liberty tuż przy Regent Street. Liberty to jeden z historycznych domów towarowych założony końcem XIX wieku, zarówno z zewnątrz jak i po wejściu do środka możemy podziwiać angielskie budownictwo i poczuć się troszkę jak w innej epoce. 








Magia czekoladek w Liberty :D




Stylowe wnętrze Liberty





Podążając dalej Regent Street minęłam Hamleys (www.hamleys.com/). Nie miałam w planach wstąpienia do środka, ale kto może się oprzeć jednemu z największych dziecięcych sklepów z zabawkami?  Hamleys jest także najstarszym na świecie sklepem z zabawkami. 7 olbrzymich pięter zabawek to nie lada wyzwanie. Wstąpiłam tylko na chwilę, bo we mnie ciągle jest dziecko ;p ale można tam spędzieć więcej niż godzinę – tego jestem pewna. W sumie to chwilami zastanawiałam się czy jest to sklep dla dzieci, czy bardziej dla dużych dzieci, bo momentami przeważała liczba dorosłych bawiących się zabawkami... no ale cóż, zabawki dla pociech trzeba najpierw przetestować :) A w każdym z nas powinno zostać trochę z dziecka ;)



Krótki filmik z Hamleys :D



Przechadzając się Regent Street dochodzimy do Piccadilly Circus... a tam już prawie jesteśmy przy Trafalgar Square i możemy skierować się po wielkich zakupach do wspomnianej wyżej restauracji w kryptach ;)


Piccadilly Circus


Podsumowując krótko: mimo przeziębienia, antybiotyku z którym pojechałam, było warto... Świetne miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie... Pogoda niekoniecznie jest zła, wbrew wszelkim powiedzeniom o londyńskiej pogodzie, a ludzie są przyjaźni i pomocni. Mam nadzieję, że troszę przybliżyłam Wam londyński klimat, chętnie przyjmę od Was Wasze ulubione miejsca w Londynie i nie tylko tam... Może jest jakieś miejsce, które polecacie na kolejną wyprawę? 

Pozdrawiam :)








wtorek, 20 października 2015

Londyn na weekend #1, czyli Notting Hill, indyjskie klimaty oraz królewskie V&A

Kilka lat temu spędziłam wspaniały wakacyjny miesiąc w moim ukochanym Londynie. Jak to się mówi – więcej szczęścia niż rozumu – i uruchamiając wszelkie możliwe drogi znajomości, udało się pomieszkać miesiąc w Londynie u starszej brytyjki, która teraz jest dla mnie jak babcia :) Przez lata utrzymywałyśmy kontakt i moja „brytyjska babcia” zaprosiła mnie do siebie, co działa jak motywator do wyjazdu – Londyn nie jest tanim miastem, jeśli chcemy przeliczyć funty na złotówki. Koszty noclegów są wysokie, dlatego możliwosć nocowania u kogoś znajomego jest ogromną oszczędnością. Siedem lat temu zwiedzałam ile się dało, w większości odwiedzając parki i muzea za darmo – bo takich miejsc w Londynie jest wiele.  Lista jest długa (postaram się ją kiedyś dla Was stworzyć), ale dzisiaj chciałam się podzielić z Wami miejscami, które odwiedziłam podczas ostatniewgo weekendu. Jeśli wybieracie się do Londynu i chcecie odwiedzić  miejsca, które w przewodnikach nie są na liście „must see”  na pierwszych miejscach - zapraszam do lektury. 

środa, 14 października 2015

Bagaż podręczny, tanie linie lotnicze i przedłużony weekend w ulubionym miejscu ;)

Jak spakować walizkę lecąc tanim liniami na weekend, mając tylko bagaż podręczny?
Zadanie niełatwe jednak wykonalne... Nasz bagaż podręczny niestety ma ograniczone wymiary, więc zabrać możemy niewiele, dlatego warto zastanowić się, czego tak naprawdę potrzebujemy - zwłaszcza, jeśli mamy jesień i pogoda może nas zaskoczyć, jak poniedziałkowy śnieg w niektórych regionach Polski.

1. Sprawdźmy dopuszczalne wymiary naszego bagażu. Informacja ta dostępna jest zazwyczaj na stronie przewoźnika, podczas dokonywania rezerwacji biletu itp. Wybierzmy walizkę, czy plecak jak najlżejsze, by uniknąć zbędnego dźwigania naszego bagażu. Co więcej, czasami istnieje także ograniczenie wagowe bagażu. Często oprócz jednej sztuki bagażu podręcznego możemy zabrać jedną sztukę bagażu wielkości zeszytu - czyli niewielka torebka czy saszetka.

2.  W zależności, gdzie planujemy się zatrzymać sprawdźmy, czego potrzebujemy na nocleg. Idealnie, jeśli śpimy u kogoś znajomego i użyczy nam pościeli, ręcznika itp. Oszczędzamy wtedy mnóstwo miejsca, którego tak na prawdę już nam brakuje ;p

3. Zabierzmy ubrania, których nie musimy prasować. Nie wszędzie będzie dostęp do żelazka, a nawet jeśli bedzie - czas na prasowanie przeznaczymy na zwiedzanie i zabawę :D

4. Na podróż ubierzmy się na cebulkę. Miejsce na bagaż jest ograniczone, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zabrać rzeczy "na sobie". Co więcej, pamiętajmy o wygodnych butach - takich, które sprawdzą się zarówno w deszcz jak i słoneczną pogodę. Istotna sprawa zwłaszcza podczas podróży jesienią...

5. Zaopatrzmy się w przewodnik. Polecam zwracać uwagę na rok wydania, by informacje były w miarę aktualne. Dobrze jeśli przewodnik zawiera plany miasta, mapy metra czy komunikacji miejskiej. Mnie udało się zakupić taki przewodnik zarówno z planami dzielnic jak i planem miasta za 16 złotych w jednej z krakowskich księgarni - Skład Tanich Książek na ul. Grodzkiej (polecam - mają wiele ciekawych książek i przewodników, poradników i książek kucharskich w bardzo korzystnych cenach). 


Przewodniki, mapy, notes oraz przejściówki

6. Sprawdźmy jakie jest napięcie elektryczne oraz wtyczki, w kraju do którego się wybieramy. Możemy to sprawdzić tutaj: napięcie elektryczne. I tak ja zaopatrzyłam się w przejściówkę, taką jaką widzicie na zdjęciu - przyda się do ładowania aparatu i telefonu :)

7. Nie ruszam się bez małego kalendarza, w którym zapisuję co robiłam, gdzie byłam i co planuję. Warto zanotować w nim także adresy znajomych, do których się wybieramu i numery telefonów. Czasem elektronika zawodzi i numer telefonu może się przydać zapisany w papierowej wersji.

8. Zminimlizujmy kosmetyki zarówno ilościowo jak i wielkościowo. Jeśli chodzi o panów to prawdopodobnie mają mniejszy problem niż panie - odpadają im wszelkie kosmetyki do makijażu ;) ale kosmetyki codziennej pielęgnacji pozostają. Warto zaopatrzyć się w mniejsze wersje kosmetyków, czasem zostajemy zasypywani darmowymi próbkami żeli, kremów czy balsamów - warto je zachować na takie właśnie wyjazdowe okazje, gdzie liczy się każdy kawałek miejsca. Uwielbiam także małe buteleczki i pojemniczki, do których mogę wlać ilość toniku do twarzy czy żelu wystarczającą na kilka dni. W kosmetyczce znalazła się także mini pasta do zębów i krem Nivea. Co do makijażu staram się zawsze zabierać puder w małym pojemniczku (jak na zdjęciu) lub końcówki kosmetyków - takie, które po prostu wyrzucę na koniec weekendu - i tak tym razem mam "na wykończeniu" tusz i brązer - zyskuje zawsze miejsce (tylko troszeczkę, ale zawsze coś) na ewentualne zakupy ;) Do wszystkiego dorzucam jeszcze jednorazowe waciki nasączone zmywaczem, pilnik do pazokci i bezbarwną (lub bardzo jasną) odżywkę do paznokci - pozwoli to utrzymać zadabane paznokcie cały weekend, w łatwy i szybki sposób - odżywka szybko schnie i nie musimy martwić się odpryski - jak przy ciemnych kolorach ;)
Jeśli chodzi o włoscy: mały szampon, odżywka do włosów i końcówka olejku arganowego.



9. Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego tzw. EKUZ - w przypadku, gdy podróżujemy w obrębie krajów UE może być bardzo przydatna. Oczywiście lepiej, jeśli się nie przyda, jednak przezorny zawsze ubezpieczony - wyrobienie takiej karty nic nie kosztuje i dostaniemy ją "od ręki" w placówce NFZ.  Z taką kartą w razie potrzeby powinniśmy zostać przyjęci w europejskich przychodniach szpitalnych bez większych problemów. Kilka lat temu podczas wakacji w Londynie złapało mnie ciężkie przeziębienie i bez problemu zostałam przyjęta u doktora (więc metoda sprawdzona ;) ) Szczegółowe informacje o karcie znajdziecie tu: EKUZ NFZ

10. Jeśli nocujemy u znajomych, prawdopodobnie nie oczekują od nas zapłaty i prezentów, jednak miłym gestem będzie zawiezienie czegoś w podziękowaniu za gościnność. Nie mając wiele miejsca w bagażu, pomysłem może być materiałowa torba na zakupy z motywem miasta, w którym mieszkamy, zestaw serwetek na stół, podkładki pod talerze - rzeczy, które będą praktyczne, lekkie, możliwe do przewiezienia i pasujące do każdego wnętrza domowego :) Możemy też wywołać zdjęcia: ramka ze zdjęciami, jako wpomnienia poprzedniego spotkania powinna się spodobać :) Jadąc do znajomych, pewno wiemy co przypadnie im do gustu :D Pamiętajmy, że w bagażu podręcznym mamy ograniczone możliwości przewożenia żywności, więc regionalne smakołyki mogą odpaść - chyba, że kupimy je na lotnisku - jednak liczmy się wtedy z wyższymi kosztami produktu.


"Thank You Gift ;)" - serwetki z Home&You oraz torba na zakupy z polskim motywem
11. Niezbędne dokumenty - upewnijmy się, czy potrzebujemy paszport, by wjechać do danego kraju, może wystarczy dowód osobisty. 

12. Prywatna apteczka - zabierzmy ze sobą witaminy, które zazwyczaj zażywamy, ewentualne środki przeciwbólowe czy na przeziębienie. Wtedy mamy pewność, że w razie potrzeby zadziałają i zaoszczędzimy sobie stresu szukając najbliższej apteki i zażywając leki których nie znamy.


Teraz jeszcze jedna obowiązkowa rzecz - nic nie waży, nie zajmie nam bagażu a taka ważna ;p 

DOBRY HUMOR I DUŻO POZYTYWNEJ ENERGII :)

Kochani, komu w drogę - temu czas!

Postaram się zdać relację po powrocie z jednego z moich ulubionych miast ;)

LONDON is waiting ;)


sobota, 12 września 2015

Niesamowite Muzeum Archeologiczne w Krakowie

Zapraszam na post z serii: co robić w Krakowie, by troszkę się zachwycić muzealnymi eksponatami, w dodatku za darmo ;) I w tym momencie na dźwięk słowa ‘muzeum’ większość ziewa, a co nieliczni już śpią lub wyczuwają specyficzny zapach muzealnych eksponatów. 

UWAGA – nie o tym będzie mowa. Muzeum Archeologiczne na ul. Senackiej 3 (http://www.ma.krakow.pl/)   zabierze nas w świat antyków, wykopalisk i mumii. Jeśli chcemy odkrywać nowe miejsca tanimi kosztami, sprawdzajmy dni, w których muzea oferują darmowe wejścia. Muzeum Architektury udostępnia turystom darmowe wejście w niedzielę – pamiątkowo dostaniemy kolorowy bilecik.
Tutaj możecie sprawdzić gdzie-kiedy w Krakowie możecie zwiedzać za darmo lub okazjonalnie: (dni bezpłatne w muzeach http://krakow.zaprasza.eu/artykuly/Article.php?article_id=84)
Chyba odpływam od głównego tematu Muzeum Archeologicznego, za co przepraszam... więc wracamy:

Wchodząc do pierwszej sali przeżyłam pierwsze WOW (później były kolejne) – pomimo, że odwiedziłam to miejsce po raz drugi – moja opinia nadal się nie zmieniła, zachwyt oraz ochy-achy pozostały. Pierwsze skojarzenie z tym miejscem: londyńskie British Museum – jeśli ktoś z Was był/widział będzie wiedział o czym mowa – zbiór dziedzictwa kulturalnego, tajemnice historii, wspaniałe aranżacje – wszystko w jednym miejscu ;)  Oczywistą sprawą jest (by było jasne: jest to moja subiektywna opinia - osoby, która nie jest profesjonalistką w temacie muzeów i archeologii haha)-  nie jest to ogromne Muzeum (jak British), jest to ułamek British Museum, ale idea zachowana :)

Tajemnicza atmosfera, przyciemnione światła przenoszą nas w odległe czasy - setki lat przed naszą erą. Przechodzimy przez starożytny Egipt, Peru, pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski czy garncarstwo prehistoryczne. Zobaczymy aranżacje „mieszkań” z prehistorii i manekiny ubrane w stroje danej epoki. Oprócz wystaw stałych, muzeum ogranizuje wystawy czasowe – do stycznia 2016 możecie zobaczyć wystawę „Zaginiony świat nas Nilem”.
 Zdjęcia nie oddają niestety pełnego uroku miejsca...
ale zawsze troszkę przybliżą klimat - zapraszam ;)

















Dodatek: plac przed muzeum zaaranżowany na ogród to piękne krzewy, alejki i kwiaty (pierwsze zdjęcie), jednak historia miejsca mówi (http://www.ma.krakow.pl/artykuly.php?i=3.55.113&gl=2&j=0), że w miejscu tym znajdowało się więzienie, a teraźniejszy ogród był spacerniakiem więziennym, co nieco zmieniło moje spojrzenie. Przechodząc przez ogród dochodzimy do osobnego budynku – a właściwie piwnic obrazujących historię ulicy Poselskiej 3. Jeśli jesteście osobami wrażliwymi, które porusza tematyka wojenna, katowanie więźniów i inne okrucieństwa jakie wojna szykuje polecam zacząć od tej części, a później przejść do budynku z wystawami archeologicznymi, ponieważ przeżycia z tamtej wystawy więziennej mocno poruszą i będziecie potrzebowali (jak ja) chwili uspokojenia w prehistorii...

Podsumowując: Muzeum Archeologii jest idealnym miejscem na niedzielny dzionek celem ukulturalnieina ;)