Patrząc na wiele podróżujących osób zastanawiałam się kiedyś - skąd oni wszyscy mają na to kasę? Podróże przecież kosztują!
To fakt i temu nie da się zaprzeczyć, ale ile będą nas kosztować i czy znajdziemy na to trochę oszczędności zależy w duuuuużej mierze od nas samych :)
Może pamiętacie mapę marzeń sprzed trochę więcej niż jeden rok?
Oczy otwieram szeroko, że się udało - został jeszcze Meksyk, ale i to kiedyś będzie, jak i ja będę gotowa.
Ale jak to z tym oszczędzaniem na spełnianie marzeń jest?
O oszczędzaniu było tu już kiedyś (KLIK) i świetna rada: mieć zawsze na koncie jakieś zaskórniaki, jest nadal aktualna. Szczerze muszę się przyznać, że zawsze miałam w zwyczaju chować gdzieś część oszczędności, żeby potem przeznaczyć je na wyprawę. Jeszcze nie wiedziałam gdzie i kiedy pojadę, ale widziałam, że tak się stanie i będę potrzebowała za coś zrealizować moje marzenie. A jak oszczędności nam się powiększają, w głowie zaczyna się wszystko układać.
Pierwszym błędem, który popełnia wielu ludzi (i mnie się to zdarzyło również, nie powiem, że nie ;p) - nie wykorzystujemy okazji. Wiadomo, że chcąc gdzieś pojechać
a) musimy dostać się na miejsce;
b) musimy się gdzieś zatrzymać;
c) musimy mieć za co tam żyć...
A o jakim błędzie mówię?
