Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacje. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 stycznia 2017

Dlaczego nie jesteśmy z ludźmi, z którymi powinniśmy?

Nasze życie składa się z wielu historii, codziennych wyborów i splotu wydarzeń, których czasami nie jesteśmy w stanie przewidzieć czy zaplanować. Nie opiszę odosobnionego przypadku, jeśli przytoczę kilka faktów z życia, powiedzmy...Marka i Marysi, Franka i Zuzi czy Patryka i Marceli. Każda para znajomych poznała się całkiem zwyczajnie: jedni na uczelni, robiąc razem projekty, wracając tą samą trasą do domu, imprezując na studiach. Drudzy spotkali się przypadkiem: duża grupa ludzi: on przyszedł ze swoją paczką, ona z najlepszą psiapsiółą, później przypadkowo wpadli na siebie w autobusie, znaleźli pretekst do spotkania. Ci trzeci? hmmm... On widział ja codziennie w tym samym miejscu, przez tydzień, tyle wystarczyło - ona raz się uśmiechnęła, innym razem puściła oko, za którymś razem lało jak z cebra - no przecież nie zostawi go bez parasola. Tyle razy się widzieli, że praktycznie traktuje go jak znajomego. Początków znajomości jest niezliczona liczba, ile ludzi tyle historii, a każda jedyna w swoim rodzaju. 

Czy ten tekst jest o przyjaźni i relacjach czysto platonicznych? Nie. Jak w poprzednich moich tekstach (poprzednich, czyli np. o decyzjach decyzjach troszkę inaczej, o reakcjach czy o tym, że nic nie dzieje się bez przyczyny...) było bardzo elastycznie: zasadę można było zastosować zarówno do związku, przyjaźni, znajomości, tak dzisiaj mam na myśli relacje damsko-męskie.
Może ten tekst będzie jakąś wskazówką i pomocą dla tych, którzy ciągle szukają. Ci, którzy cieszą się radością zakochania nie będą zainteresowani tym, co poniżej klepnęłam na klawiaturze - nie chciałabym nikomu szczęśliwie ♥♥♥ namieszać w głowie, czy zasiać wątpliwości, bo w życiu są wybory i każdy dokonuje swojego, chociaż jeśli jesteście prawdziwie zakochani to jestem w 100% pewna, że nie wyrządzi Wam to szkody.
Bo właściwy wybór w życiu i stuprocentowa pewność to coś wspaniałego :)



sobota, 19 listopada 2016

Czy żałuje czegoś, co w życiu zrobiłam lub czegoś, czego nie zdecydowałam się zrobić, a może powinnam?

Życie składa się z setek wyborów każdego dnia. Jedne są ważniejsze, drugie mniej ważne; jedne zaważą na naszym dalszym życiu, natomiast inne to błahostki; jedne da się odkręcic - innych nie zmienimy. 
Niestety, nie powiem Wam jak w każdym przypadku podejmować decyzje, ale można wypracować w sobie nawyk częstszego podejmowania decyzji tych właściwych tak, by nie żałować za chwilę swoich czynów.
Mowa oczywiście o tych decyzjach wysokiej wagi ;) 
tzn. o sprawach troszkę ważniejszych niż: jaki film oglądnąć lub co zjeść na obiad ;p

1. Zanim podejmiemy decyzję, przemyślmy postępowanie. Spokojnie dajmy sobie czas na reakcję (może nawet kilka dni?) - spontaniczność jest super, ale w sprawach bardzo ważnych, czasem może przynieść problemy. Jednak...

2. ...nie odkładajmy podjęcia decyzji zawsze "na później" bez końca - bo to prawdopodobnie strach przed działaniem, a takie postępowanie może się skończyć utraceniem szansy. Jak i w sklepach, tak i w życiu - super okazji zawsze się kiedyś kończą. Znajdź balans między pochopnym podejmowaniem decyzji, a odkładaniem życia na później.

3. Rozpiszmy wszelkie za i przeciw. Wiem, wiem - brzmi to standardowo, banalnie, przejadło się wszystkim. Ale prawda jest taka, że jak zrobimy to mega szczerze, będzie pomocne.

4. Wykażmy trochę empatii - jeśli decyzja dotyczy nie tylko nas, spróbujmy postawić się w sytuacji tych innych - jak zaważy to na ich życiu, jak będzie oddziaływać na otoczenie, czy nikogo nie ranimy, ale...

5. ...nie zapominajmy o sobie. Starajmy się znaleźć balans pomiędzy dbaniem o innych, a troszczeniem się o siebie.

6. Spójrzmy w przyszłość - co stanie się za kilka lat jeśli teraz podejmiemy dane działanie. Czy coś wniesie, a może w ogóle nie widzimy tego w przyszłości. Może w ogóle całość wygląda raczej marnie w perspektywie przyszłych lat, czy może jednak będzie pięknie i rozwojowo. "Carpe diem" jest okej, tylko czasem może okazać się zgubne. Z drugiej strony...

7. ...nie zaplanujemy wszystkiego od A do Z. Nie da się zapisać każdego kroku, bo jeśli coś pójdzie nie po myśli, nasz kalendarz się posypie, załamiemy się.
Mówią, że "jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz Mu o swoich planach na przyszłość" ;)

Te proste 7 kroków to mała wskazówka, mam nadzieję pomocna, jednak proces decyzyjny jest dużo bardziej skomplikowany.

Co zrobić, gdy przeszłość do nas wraca?
Gdy po kilku latach dane decyzje dalej chodzą nam po głowie?
Przecież nie jest wykluczone, że za kilka lat pomyślimy: 'a co by było gdyby nie było?'

Czasem nawet nam szkoda, że nasza decyzja nie była inna. W niektórych przypadkach, może faktycznie źle postąpiliśmy i za wszelką cenę chcielibyśmy cofnąć czas... Jednak wtedy warto wyobrazić sobie, że zamiast 25 lat mamy 20, zamiast 30 mamy 24 etc. Naszego wieku dotyczącego decyzji, tylko weźmy pod uwagę, że cała te przestrzeń między czasem teraźniejszym, a "wtedy" powinna być wykasowana, nie istnieć. Cofając się do naszego wieku (np. z 25 lat do 20 lat), musimy też przypomnieć sobie nasz bagaż doświadczeń "z wtedy" a nie zabierać w pamięci ten "z teraz". I wtedy zadajmy sobie pytanie: czy wtedy, z tamtym bagażem postąpiłabym/postąpiłbym inaczej? Pewno nie ;) 
a jeśli tak, to faktycznie decyzja mogła być niewłaściwa i można coś z tym jeszcze zrobić?
Spróbować zmienić swoje życie, naprawić relację etc.?

Najważniejsze, to nie zadręczać się decyzjami z przeszłości, już ich nie zmienimy. Danych miejsc, czy ludzi, których spotkaliśmy w przeszłości, nie wymażemy z pamięci, nie przeniesiemy w czasie. Nie możemy zatruć sobie życia zastanawianiem się, a jeśli spotkałbym/spotkałabym tą osobę; byłbym/byłabym w danym miejscu teraz a nie wtedy...
Jeśli wtedy by się nie zdarzyło... Ale zdarzyło się, a my żyjemy teraz, nasze otoczenie jest teraz, więc cieszmy się życiem i starajmy się, by było jak najwspanialsze dla nas i całego otoczenia :)

PS. Przepraszam, jeśli tekst jest zagmatwany, ale temat rzeka. Mam jednak nadzieję, że te przemyślenia udało mi się jakoś uporządkować. Wszelkie pytania - proszę bardzo :) A może macie jakieś swoje systemy na podjęcie decyzji?







poniedziałek, 25 lipca 2016

Z wieczornych przemyśleń...czy życiem kierują przypadki, czy nie?

Dawno mnie tu nie było... ale nadszedł w końcu czas na trochę przemyśleń, którymi chciałam się podzielić :) Dotyczą one osób, jakie spotykamy każdego dnia...

W ostatnich miesiącach poznałam wiele osób, każda inna, o innym charakterze... W ciągu naszego życia poznajemy ludzi w szkole, na studiach, podejmując pracę, odwiedzając znajomych, podróżując...

W naszym życiu nie ma przypadków: nie spotykamy przypadkowych osób, nie znajdujemy się w przypadkowych miejscach... Każda osoba, jaką spotykamy wnosi coś do naszego życia, uczy nas czegoś lub my uczymy tą osobę. 

Wszystko w życiu ma sens i nie zapominajmy o tym... 




W danym momencie możemy tego nie rozumieć, ale może to właśnie my byliśmy potrzebni tej osobie, może dzięki nam dokonała się zmiana, a może to była osoba potrzebna nam, która pomogła nam w rozwoju i spełnianiu planów. Może, gdyby nie ta "przypadkowa" postać nie  stalibyśmy w punkcie, w którym coś osiągnęliśmy?

Czasem inni uczą nas dobra, czasem przekazują nam swoją bezcenną wiedzę. Zdarza się, że osoby, które chcemy zatrzymać w naszym życiu, z niego znikają.
Czasem jest wręcz przeciwnie: życzylibyśmy sobie żeby osoba, która pojawiła się w naszym życiu nigdy się w nim nie zjawiła, ale nawet jeśli wiążemy z kimś nieprzyjemne doświadczenia, pamiętajmy, że była jakaś przyczyna tego spotkania - może nauczyliśmy czegoś tą osobę, może dzięki tej negatywnej osobie widzimy cechy, których nie chcemy widzieć u siebie i dzięki temu staniemy się lepszymi ludźmi.

  Spójrzmy na takie zdarzenia z tej strony, a nasze życie stanie się wspaniałą lekcją, dzięki której będziemy coraz lepsi i coraz więcej dobrego będziemy mogli dawać światu. Otrzymaliśmy wolną wolę i rozum, dlatego korzystajmy z tego, rozwijajmy swoje talenty, wierzmy w siebie i innych, "wyciągajmy na wierzch" jak najwięcej dobra, dzielmy się dobrem by je pomnażać, nie narzekajmy, przebaczajmy, wyciągajmy wnioski, uczmy się na błędach, ale ich nie powtarzajmy...

Pamiętajmy: każdy z nas jest jedyną i niepowtarzalną istotą, która może zrobić coś dobrego dla świata. Zdolną i piękną, która może osiągnąć, co tylko zapragnie; dotrzeć gdzie tylko chce. Wystarczy tylko uwierzyć, podjąć decyzję, działać i być wdzięcznym :) 


PS. Mam nadzieję, że nie powstał z tego za duży mix i troszkę udało mi się przelać na "kartkę" myśli...


środa, 13 stycznia 2016

Decyzje, które podejmujesz mają wpływ na otoczenie...

Dzieliłam się z Wami filmami utrzymanymi w atmosferze świąt (KLIK), listą filmów na relaksujący wieczór (KLIK) czy filmami "z przesłaniem" (KLIK)
Dzisiaj czas na kolejne dwa filmy warte obejrzenia z serii: nic nie dzieje się bez przyczyny, a nasze życie jest ciągiem wydarzeń przyczynowo-skutkowych...

Czasem zdaje się, że pewne życiowe sprawy (mniejsze cz większe) nie mają wpływu absolutnie na nic. Czasem roztrząsamy zdarzenia szukając odpowiedzi na nurtujące nas pytania, trudno zrozumieć nam świat, a czasem wydaje się, że wszytko jest bez sensu i nie jesteśmy nikomu potrzebni. Ekstremalną rzeczą jest myślenie, że nasz brak nie zmieniłby absolutnie nic w życiu innych...

W filmie 'By God's Grace' Chris jest wychowywany w kochającej rodzinie, która ceni wspaniałe wartości. Chris jest dobrym chłopakiem, pomocnym, ambitnym i zdolnym...
Jednak jak życie jednej osoby może się zmienić w obliczu tragedii?
Czy można w ułamku sekundy przestać wierzyć w dotychczasowe wartości?
Jak decyzje, które podejmujemy w życiu wpływają na otoczenie...?

"Pamiętaj: Decyzje, które podejmujesz mają wpływ na otaczających Cię ludzi"



Jak wiele można zrobić dla drugiej osoby? 
"Nic nie dzieje się bez przyczyny..."
 Czasem poznajemy ludzi, którzy znikają z naszego życia bardzo szybko, czasem spotykamy ludzi, którzy pozostają z nami na zawsze, czasem usuwamy z naszej listy kontaktów osoby, które powinny zostać... Czasem chcemy decydować za innych myśląc, że działamy dla ich dobra - niestety dopiero po latach możemy uświadomić sobie krzywdę jaką wyrządzamy..
 Musimy pozwolić innym podjąć decyzję, czy chcą zostać czy odejść, czy przyjmą pomoc czy ją odrzucą, jaką drogę obrać w życiu... jesteśmy odpowiedzialni za swoje czyny i decyzje, ale pamiętajmy, że mają one wpływ na innych... ale czy po wielu latach można naprawić błędy...?
Czy nie jest za późno na poprawę?



wtorek, 5 stycznia 2016

Krzyk, irytacja, spokój, uśmiech czyli reakcje na codzienne życie

Jak często znajdujecie się w sytuacji, gdy macie ochotę komuś wykrzyczeć prosto w twarz co myślicie? Czy zdarzyło się Wam odpyskować komuś, zdenerwować się, strzępić sobie nerwy? Ile razy po takiej sytuacji, gdy minie chwila zdajemy sobie sprawę, że słowa zostały szybko rzucone, a nasze emocje niepotrzebnie wzięły górę?

Dzisiejszy post nie będzie jakimś tam książkowo-psychologicznym wywodem. Nie jestem psychologiem, podzielę się z Wami moim doświadczeniem, odczuciami i własnymi przemyśleniami.




Nie jest to post odnoszący się wyłącznie do związków w rodzinie, czy relacji damsko-męskich czy jak to sobie nazwiemy. Poniższe przemyślenia i działania staram się stosować w codziennych sytuacjach, wobec ludzi nawet całkiem mi obcych. 

Czasem mamy w życiu takie momenty, że coś mimo naszej uprzejmości i starań nie wychodzi tak, jak byśmy tego chcieli. Codzienne sytuacje potrafią wyprowadzić z równowagi, a ludzie (często nawet totalnie obcy) denerwują jak nikt inny. Jako, że prawdopodobnie z tymi "obcymi" nie zamierzamy utrzymać relacji (no bo przecież współlokatorów można zmienić, piekarnia nie jest jedna, a kierowca w autobusie nie jest naszym prywatnym szoferem...) wydaje nam się, że najłatwiej odpowiedzieć opryskliwie co myślimy i iść dalej. Nie - nie polecam. Tworzymy wtedy wokół siebie sieć osób, które gdzieś w głębi będą na nas złe, przekażą dalej negatywne emocje i frustracje, a  my wcale nie poczujemy się dobrze. Pamiętajmy, że dobro do nas wraca, ale przeciwieństwo dobra także wróci.

Przypadek pierwszy: W sytuacjach, gdzie mijamy tylko osobę (sklep, poczta, przystanek) nie starajmy się udowadniać na siłę swojej racji, jeśli chcemy tylko udowodnić reszcie świata "że jesteśmy najmądrzejsi". W codzienności sklepu czy urzędu pogawędka ma być miła, by nie psuć innym dnia. Wiem.... czasem jest trudno, ale starajmy się przygryźć język i być miłym - najlepszą bronią jest spokojna reakcja i uśmiech na twarzy.

Przypadek drugi: Gdy sytuacja włącza osoby z naszego otoczenia, które są w naszym życiu przez moment załóżmy osoby w jednym projekcie na studiach, przypadkowi współlokatorzy itp. (nie mówię o długoletnich przyjaźniach, związkach czy rodzinie) pasuje rozwiązać sytuację troszkę inaczej niż tylko przemilczeć (jak w sytuacji numer jeden). Wydrzeć się, zacząć rzucać czym popadnie, a w skrajnym przypadku się popłakać. Nie, nie, nie :D Załóżmy: prosimy kogoś o zrobienie czegoś (raz, drugi, trzeci) i nic - zero reakcji - denerwuje nas to, wręcz irytuje, ale nie dajmy się zwariować. Krzycząc możemy pogorszyć tylko sprawę i kolejne niemiłe sytuacje będą jeszcze trudniejsze. Pamiętajmy, że czasem możemy powiedzieć coś spokojnie, ale takim tonem, że zabrzmi gorzej niż krzyk - z tego też zrezygnujmy. W sytuacji drugiej, przemyślmy, co mamy do powiedzenia, uspokójmy się i do dzieła. Zróbmy coś, czego druga strona absolutnie się nie spodziewa: postaraj się prowadzić rozmowę, w taki sposób, by tuż na początku przeprosić za cokolwiek (jakiś banał), ale słowo przepraszam zbija z tropu - zobaczycie to po reakcji drugiej strony. Wiedząc co nieco o drugiej stronie, wykorzystajcie sytuację - zaproponujcie pomoc (może być coś minimalnego - serio nie trzeba wiele). Osoba po spokojnej rozmowie, a później prośbie nie będzie miała do Was urazy, relacje mogą się nie polepszyć, ale jedno jest pewne - nie pogorszą się, a na tym nam zależy, by nie tworzyć sieci nienawiści.

Przypadek trzeci: jeśli jesteśmy zdenerwowani na osobę nam bliską, wtedy bardzo szybko i łatwo przychodzi nam reakcja: nakrzyczeć, wypluć z siebie wszystkie emocje. Okej... ale co później? Odejść? Wrócić? Przeprosić? Super-idealnie. Ale słowa raz wypowiedziane nie mogą zostać cofnięte. W pamięci osób, które chcielibyśmy zostawić w życiu na dłużej pozostaną frazy, których żadne z nas nie chciałoby usłyszeć. Trzy słowa: spokój, czas i zastanowienie się. Nie możemy zostawić nierozstrzygniętej sprawy - nierozwiązane problemy wracają ze zdwojoną siłą i wybuchają, ale nie należy też reagować emocjami. Poukładajmy sobie porządnie w głowie, co jest nie tak, ułóżmy sobie jakie tematy chcemy poruszyć, nie wyzywajmy nikogo, nie wyciągajmy wyssanych z palca argumentów albo spraw i żalów sprzed lat, które kiedyś obiecaliśmy zamknąć i wybaczyć (bo nie na tym polega wybaczenie, by po latach wypominać). Rozmawiajmy spokojnie. Spokojnie znaczy nie krzyczmy, ale też używajmy tonu, który będzie miły, a nie jak jad żmii. Rozmowa dwóch osób, które przemyślały wszystko, uspokoiły się i wiedzą o co chodzi (choćby były cholerykami z charakteru) musi się udać :)

Dbajmy o relacje z otoczeniem, bądźmy bezinteresowni, a nagroda i uprzejmość ludzka sama do nas wraca. Bądźmy mili, a zobaczycie: prezenty na święta zaczniecie dostawać początkiem grudnia, a w styczniu nadal będą świąteczne niespodzianki; będziecie mieli cały świat przed Wami - pojedziecie, gdzie tylko zechcecie;
osiągniecie wiele mając niewiele.

- To co mam zrobić? 
- Nie musisz nic, wystarczy mi, że jesteś ;)



piątek, 13 marca 2015

Recepta na szczęście #2: Pomagajmy

Kierujmy swoim szczęściem i pomagajmy sobie nawzajem. Pomagajmy innym być szczęśliwymi. Starajmy się być uprzejmi dla innych, pomagajmy w drobnych sprawach, nie oczekując nic w zamian. Pomagając innym będziemy czuć szczęście, jeśli zrobimy to z dobrej woli, radość innych da nam radość :D
Pomagajmy innym, a zapewniam, że w momencie słabości ktoś zawsze przyjdzie nam z pomocą... nie zostaniemy sami...
Pomoc innym uszczęśliwia!







czwartek, 5 marca 2015

Everything happens for a reason

Czasem chcemy żyć według ściśle określonego planu. Prowadzimy kalendarze, w których każde spotkanie ma określoną godzinę rozpoczęcia i zakończenia. Zapisujemy każde zadanie do wykonania... Nie mówię, że jest to złe - wręcz przeciwnie - czasem taka organizacja pomaga nam w dążeniu do celu i realizacji marzeń. 

Ale dziś o całkiem  przeciwnej stronie zorganizowania - o zdarzeniach niezaplanowanych. Czy wierzycie, że nic nie dzieje się bez przyczyny - wszystko dzieje się z jakiegoś powodu?
Patrząc na własne życie, muszę stwierdzić, że każde wydarzenie - dobre czy złe, wesołe czy smutne - zdarzyło się "po coś...". Jeszcze jakiś czas temu nie potrafiłam... a może inaczej - nawet nie starałam się zrozumieć niektórych zdarzeń, wolałam przyjąć je lub odrzuć, marudzić. Później zobaczyłam gdzieś napis: Everything happens for a reason! I wiecie co? Stwierdziłam, że TAK. Coś w tym jest. Patrząc na zdarzenia, które uważałam za beznadziejne (bo takie chyba zazwyczaj zdają się nie mieć sensu) muszę przyznać, że każde było "po coś", albo czegoś mnie nauczyło, albo doprowadziło do pewnego punktu w życiu, ukształtowało mój charakter, przerwało coś, co i tak by się skończyło prędzej czy później... To, że obudziliśmy się dziś rano, rozlaliśmy kawę, upiekliśmy pyszne ciasto, spóźniliśmy się na autobus, oblaliśmy lub zdaliśmy egzamin - wszystko ma swój sens. Czasem są to rzeczy drobne, na które nie zwracamy uwagi i ciężko jest roztrząsać małe sprawy - może drobnymi rzeczami nie zaprzątajmy sobie głowy? Czasem są to poważniejsze zdarzenia i muszę przyznać, że niejednokrotnie wytłumaczenie i zrozumienie odczytamy dopiero po wielu tygodniach, miesiącach czy latach.


http://www.builttoinspire.com/wp-content/uploads/2010/11/eveything-happen-for-a-reson.jpg


Do takich przemyśleń natchnęły mnie ostatnie dni... konkretne zdarzenia... Są to raczej te drobne rzeczy, ale je przytoczę. Byłam na lekcji hiszpańskiego, z której planowałam wyjątkowo wyjść w przerwie (standardowo po godzinie zajęć była przerwa). Tym razem minęła godzina, a przerwy nie widać. Kolejne 5 minut - dalej nic... Zaczęłam spoglądać na zegarek. Przerwa była 20 minut później - a przecież się spieszyłam! Gdyby nie przerwa o niestandardowej porze, a ja wyszłabym z zajęć jak planowała nie spotkałabym dobrego znajomego, którego dawno nie widziałam. Podobne zdarzenie miałam dzisiaj - spontanicznie zmieniłam trasę drogi, bo intuicja podpowiedziała, żeby zmienić rutynę. I spotkałam dobrego kumpla.

Czy to jest ważne? Dla mnie tak - takie niespodziewane spotkania dają mi energię do działania i napawają optymizmem.

Z perspektywy można zauważyć, że różne zdarzenia czegoś nas uczą. Mnie pozwalają doceniać rodzinę, zdrowie...  Uczą mnie dystansu do życia. Teraz staram się dzielić mój czas pomiędzy obowiązki, rozrywkę i odpoczynek. Są rzeczy ważne, mniej ważne i takie, którymi nie należy się przejmować.

Czy zgodzicie się z tym, że wszystko ma jakiś powód. Zastanówcie się nad jakimiś zdarzeniami... pozornie beznadziejnymi, czy one nie były "po coś"?


czwartek, 26 lutego 2015

Recepta na szczęście #1: Uśmiech

Jest wiele dróg prowadzących do szczęścia. Zdaje się, że ilu ludzi na świecie tyle definicji tego wyrazu. Każdy we własnym rozliczeniu jest w stanie powiedzieć, co sprawia, że czuje się szczęśliwym... ale dlaczego niektórzy z nas permanentnie są nieszczęśliwi, a innych zawsze widzimy z "bananem na twarzy"? Moja mama zawsze słyszy od znajomych: Ty to chyba nie masz zmartwień - jesteś taka szczęśliwa!
Czy istnieje człowiek bez zmartwień? Nie sądzę, by było to możliwe. Każdy ma swoje problemy mniejsze czy większe... jednak nie każdego musimy obarczać prywatnymi problemami. Szczęście to stan, który sami wybieramy. 


Krok pierwszy do szczęścia: dużo uśmiechu.



Uśmiechajmy się każdego dnia - od samego rana. Wiem, że czasem jest trudno, bo kłótnia, praca, szkoła, przykre zdarzenie... Ale uwierzcie mi - jedną z niewielu rzeczy w życiu, do której powinniśmy się zmuszać wbrew naszej wewnętrznej woli to uśmiechać się. Nawet jeśli wszystko inne wskazuje na to, by być smutnym - wysilcie się na uśmiech. Sztuczne, wymuszone uśmiechanie przerodzi się po chwili w szczery uśmiech. Wasz mózg każe Wam być szczęśliwym, nie zaprzeczy uśmiechowi - nie rozpozna, że to "fake smile"
Uśmiech wprowadza nas w stan pozytywnego nastawienia, przyciągnie do nas pozytywnych ludzi. Czy wolelibyście zagadać osobę o permanentnym niezadowolonym wyrazie twarzy, czy uśmiechającą się? No właśnie!

Uśmiech - pierwszy krok do szczęścia... Nic nie kosztuje, a rozświetli dzień Twój i otoczenia! :)

piątek, 20 lutego 2015

Todo es posible

Todo es posible, Everything is possible, Wszystko jest możliwe...
Czasem chcielibyśmy czegoś, ale z góry zakładamy, że nie ma to sensu. Przewidujemy niepowodzenie przed rozpoczęciem działania. I w tym momencie, słysząc osobę, która zakłada pesymistyczny scenariusz w momencie startu, nasuwa mi się jedno krótkie pytanie: Po co to robisz skoro z góry zakładasz porażkę? Jeśli przewidujesz porażkę czy nie lepiej oszczędzić sobie stresu, rozczarowania i czasu - nie zaczynać niczego? Jeśli chcemy coś osiągnąć nastawmy swój umysł na cel. Wykorzystaj pięć prostych kroków do realizacji:

1. Ustal cel, zwizualizuj sobie, co chcesz osiągnąć.
2. Uwierz w realizację - wyobraź sobie efekt.
3. Wykorzystuj pojawiające się okazje - pamiętaj, że niektóre mogą pośrednio prowadzić do celu.
4. Nie planuj każdego kroku - nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkiego, jeśli zagnieździsz w umyśle konkretny cel, rozwiązania przyjdą w odpowiednim momencie.
5. Optymizm, optymizm, optymizm - bądź pozytywnie nastawiony do świata.

Wszystko jest możliwe - tylko musisz tego chcieć całym sobą!
Czy jadąc samochodem w ciemną noc masz oświetlony cały odcinek długiej drogi, czy wystarcza Ci tylko kilka metrów oświetlonych reflektorami, by dojechać do celu? No właśnie! Więc do dzieła: zapisz czego chcesz, zrób "mapę celów", z wiarą i optymizmem korzystaj z darów życia ;)