czwartek, 5 marca 2015

Everything happens for a reason

Czasem chcemy żyć według ściśle określonego planu. Prowadzimy kalendarze, w których każde spotkanie ma określoną godzinę rozpoczęcia i zakończenia. Zapisujemy każde zadanie do wykonania... Nie mówię, że jest to złe - wręcz przeciwnie - czasem taka organizacja pomaga nam w dążeniu do celu i realizacji marzeń. 

Ale dziś o całkiem  przeciwnej stronie zorganizowania - o zdarzeniach niezaplanowanych. Czy wierzycie, że nic nie dzieje się bez przyczyny - wszystko dzieje się z jakiegoś powodu?
Patrząc na własne życie, muszę stwierdzić, że każde wydarzenie - dobre czy złe, wesołe czy smutne - zdarzyło się "po coś...". Jeszcze jakiś czas temu nie potrafiłam... a może inaczej - nawet nie starałam się zrozumieć niektórych zdarzeń, wolałam przyjąć je lub odrzuć, marudzić. Później zobaczyłam gdzieś napis: Everything happens for a reason! I wiecie co? Stwierdziłam, że TAK. Coś w tym jest. Patrząc na zdarzenia, które uważałam za beznadziejne (bo takie chyba zazwyczaj zdają się nie mieć sensu) muszę przyznać, że każde było "po coś", albo czegoś mnie nauczyło, albo doprowadziło do pewnego punktu w życiu, ukształtowało mój charakter, przerwało coś, co i tak by się skończyło prędzej czy później... To, że obudziliśmy się dziś rano, rozlaliśmy kawę, upiekliśmy pyszne ciasto, spóźniliśmy się na autobus, oblaliśmy lub zdaliśmy egzamin - wszystko ma swój sens. Czasem są to rzeczy drobne, na które nie zwracamy uwagi i ciężko jest roztrząsać małe sprawy - może drobnymi rzeczami nie zaprzątajmy sobie głowy? Czasem są to poważniejsze zdarzenia i muszę przyznać, że niejednokrotnie wytłumaczenie i zrozumienie odczytamy dopiero po wielu tygodniach, miesiącach czy latach.


http://www.builttoinspire.com/wp-content/uploads/2010/11/eveything-happen-for-a-reson.jpg


Do takich przemyśleń natchnęły mnie ostatnie dni... konkretne zdarzenia... Są to raczej te drobne rzeczy, ale je przytoczę. Byłam na lekcji hiszpańskiego, z której planowałam wyjątkowo wyjść w przerwie (standardowo po godzinie zajęć była przerwa). Tym razem minęła godzina, a przerwy nie widać. Kolejne 5 minut - dalej nic... Zaczęłam spoglądać na zegarek. Przerwa była 20 minut później - a przecież się spieszyłam! Gdyby nie przerwa o niestandardowej porze, a ja wyszłabym z zajęć jak planowała nie spotkałabym dobrego znajomego, którego dawno nie widziałam. Podobne zdarzenie miałam dzisiaj - spontanicznie zmieniłam trasę drogi, bo intuicja podpowiedziała, żeby zmienić rutynę. I spotkałam dobrego kumpla.

Czy to jest ważne? Dla mnie tak - takie niespodziewane spotkania dają mi energię do działania i napawają optymizmem.

Z perspektywy można zauważyć, że różne zdarzenia czegoś nas uczą. Mnie pozwalają doceniać rodzinę, zdrowie...  Uczą mnie dystansu do życia. Teraz staram się dzielić mój czas pomiędzy obowiązki, rozrywkę i odpoczynek. Są rzeczy ważne, mniej ważne i takie, którymi nie należy się przejmować.

Czy zgodzicie się z tym, że wszystko ma jakiś powód. Zastanówcie się nad jakimiś zdarzeniami... pozornie beznadziejnymi, czy one nie były "po coś"?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz