wtorek, 30 czerwca 2015

Recepta na szczęście #5: Stres??? Żaden problem!

Czerwiec oraz lipiec są miesiącami, które mogą obfitować w różne stresujące wydarzenia. Koniec szkoły, rekrutacje na uczelnie, sesja, egzaminy dyplomowe, wyjazdy wakacyjne (ich organizacja czasem jest stresująca), sezon na śluby... Czynników jest wiele, dlatego zdecydowałam się napisać post obejmujący tematykę stresu. Chciałam zaznaczyć, że nie jestem "specjalistką z z dyplomem", tylko osobą, która z własnych przeżyć, doświadczeń i wiedzy chce przekazać Wam kilka własnych sposobów na radzenie sobie ze stresem.

via Pinterest.com

Stres jest zjawiskiem, które potrafi nas sparaliżować, ograniczyć nasze działanie oraz doprowadzić do niepożądanych reakcji fizycznych. Ponad to, w długim okresie pozbawia nas mikroelementów (potas, magnez itp.), odbija się na naszym zdrowiu fizycznym - niestety doświadczyłam tego kilka lat temu, zanim nauczyłam się dystansu do niektórych spraw :/
Z pozytywnej strony patrząc może zadziałać motywującą oraz mobilizująco, jednak jego nadmiar ma jedynie negatywne skutki. 

Jak pokonać tego potwora?

1. Zawsze zastanawiam się czy to, co powoduje stres należy do kategorii: sprawy ważne... średnio ważne... sprawy, którymi nie należy zaprzątać sobie głowy... wtedy odpada mi część spraw, bo okazują się destruktywne i nieistotne (o zbędnych zmartwieniach już było - zapraszam: Recepta na szczęście #4)

2. Jeśli macie problem z zaśnięciem i podejrzewacie, że winowajcą jest stres weźcie na celownik kawę. Oj nie.. nie rezygnujcie z niej - jeśli ją kochacie jak ja, to nie będziecie w stanie haha - starajcie się nie pić kawy po godzinie 16.00-17.00. W okresie nasilonego stresu to powinno pomóc.

3. Jeśli nie jesteście osobami o permanentnie niskim ciśnieniu (typu około 90/60 czy 85/50 i nawet w stresowych sytuacjach Wasze ciśnienie nie skoczy wyżej niż do 110) polecam wypicie naparu z melisy, w sklepach możecie znaleźć melisę z pomarańczą lub z innymi owocami, jeśli smak samej melisy nie będzie Wam odpowiadał.

4. Miejcie zaufaną osobę do której możecie zadzwonić o każdej porze dnia i nocy - i mam tu na myśli faktycznie każdą porę dnia i nocy. Dobrze, żeby ta osoba była optymistyczna, żeby Was nie zdołowała przypadkowo. W moim wypadku jest to moja kochana mama, która zawsze odbierze. Zdarzało się, że przed egzaminami dzwoniłam nawet o północy, by opanować stres. Rozmawiamy wtedy o wszystkim i o niczym - po takiej rozmowie spokojnie zasypiam :)

5. Metodą na rozładowanie stresu jest wysiłek fizyczny. U mnie jest to bieganie. Po stresującym dniu, czy całym dniu nauki, wieczorne bieganie pozwala mi się uspokoić, ułożyć myśli i zrelaksować (o tym było tu: Bieganie - pozytywna energia i radość!)

6. Pomyślicie, że jestem dziwna, ale posprzątanie w domu, okurzanie itp. działa na mnie uspokajająco. Włączam głośno muzykę i sprzątam - to moja metoda! Może ktoś z Was też tak ma?

7.  Znajdźcie osobę, która potrzebuje pomocy. Skupiając swoją uwagę na innych, oderwiecie myśli od Waszych stresów. Ostatnia sytuacja z życia, jaką była obrona pracy dyplomowej pozwoliła mi się o tym przekonać. Byłam kłębkiem nerwów w dzień obrony, wykonałam wszystkie powyższe punkty, co pozwoliło mi przeżyć, ale w drodze na uczelnię ból głowy (prawdopodobnie spowodowany stresem) był koszmarny. Najlepszym lekarstwem była rozmowa ze znajomymi. Przekonałam się, że mój stres był chyba na niskim poziomie jak zobaczyłam moje koleżanki. Przejęłam rolę osoby pt. "wszystko będzie dobrze, zobaczycie za godzinę już będziemy świętować itp." Ból głowy i cały stres minął (nie przesadzam) w 5-10 minut! Więc pomagajmy innym, to pomoże i nam :)


I pamiętajcie: życie jest piękne, szkoda marnować nasze zdrowie...
Potwora mieniem Stres zwalczajmy!

Trzymam za Was kciuki :*

niedziela, 28 czerwca 2015

Poczuj miętę!

Mamma mia! Żebyście wiedzieli jak bardzo kocham miętę,, zapach mięty smak mięty, z o połączeniu kawy lub czekolady z miętą już nie wspomnę ♥ ♥ ♥

Znajomi wiedzą, że miętowa czekolada lub mięta z kawą - a teraz w upalne dni lody miętowe to sposób na mnie :D 


Kombinując i czarując w kuchni wpadłam na pomysł zrobienia syropu miętowego...
Gdy pojechałam w odwiedzinki do rodzinki i wpadłam do ogrodu okazało się, że mięty jest tyle, że można by iść i sprzedawać :D żeby ta super-ekstra roślina się nie zmarnowała pozwoliłam sobie na zrobienie syropu...
Stwierdziłam, że jest on prawdopodobnie o niebo lepszy od syropów, które możemy dostać w sklepie, ponieważ wiemy z czego jest zrobiony. Jeśli tylko macie dostęp do mięty, która rośnie w zdrowym środowisku to nic prostszego jak zrobić syrop, który później wykorzystacie do kawy, czekolady, lodów, ciast, deserów...

szklanka wody
szklanka cukru
około 5-7 gałązek mięty
Miętę wypłukałam pod bieżącą zimną wodą. Szklankę wody zagotowałam wraz z cukrem oraz poszarpaną na kawałeczki mięta. Pozostawiłam do następnego dnia. Przecedziłam przez drobne sitko i gotowe :D Syropek może długo stać w lodówce, choć pewnie u mnie bardzo szybko się skończy... Kocham miętę ;)

Taki słoiczek syropku może być także fajnym prezentem :)



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Pomarańczowa kuchnia...

Była Kuchnia na zielono (przepis--> klik) - teraz nadszedł czas na pomarańczowe odcienie na talerzu... Jako miłośniczka zup-kremów ostatnio upichciłam bardzo zdrowy i genialny na naszą cerę - zwłaszcza teraz, jak zbliża się lato - krem marchewkowy... Witamina E, beta karoten, sami rozumiecie :D nic tylko jeść zupkę i iść się opalać haha ;)

Wszystko, czego potrzebujemy na 3 porcje to:
łyżka oleju
1 sztuka cebuli pokrojonej w grubą kostkę
1/2 łyżki przyprawy czosnkowej
1 płaska łyżka imbiru (przyprawy)
ok. 500 gram marchwi
1 średniej wielkości ziemniak
3 szklanki wody + 1,5 kostki rosołowej
garść orzechów piniowych lub migdałów
1/3 szklanki jogurtu naturalnego
1/2 łyżeczki miodu
1/2 łyżeczki suszonego tymianku
sól, pieprz
Na patelni rozgrzewamy olej i przysmażamy cebulę przyprawioną odrobiną soli. Mieszając od czasu do czasu, cebulę przysmażałam około 10 minut. Po tym czasie dodałam czosnek i imbir, smażyłam jeszcze 2 minuty.

W międzyczasie zagotowujemy wodę z kostkami rosołowymi, wrzucamy do niej ziemniaka obranego i pokrojonego w kostkę. Po około 5 minutach gotowania wrzucamy obraną i pokrojoną w grubsze plastry marchewkę. Gotujemy 10-15 minut, aż warzywa będą miękkie. Pod koniec gotowania dodajemy naszą przysmażoną cebulkę. 

Naszą zupkę blendujemy lub miksujemy w misce z nożami (o misce było tutaj --> klik).
Przyprawiamy odrobiną soli i pieprzu. Gotujemy 2-3 minuty mieszając. Należy uważać, by nasz krem się nie przypalił.

W szklaneczce mieszamy jogurt z miodem i tymiankiem. Krem podałam w miseczkach z kleksem jogurtu i orzeszkami :D

Smacznego!








wtorek, 16 czerwca 2015

Magiczna kawiarnia... ;)

Ostatnio trafiłam do rewelacyjnej kawiarni w Krakowie...
Piękne, klimatyczne miejsce o jakże wdzięcznej nazwie - Cafe Magia...
Ekstra kawa, super desery... To mogę powiedzieć o pierwszych odwiedzinach w uroczej kawiarni.
Jeśli pogoda pozwala, równie miło można spędzić czas siedząc pod parasolką i obserwując rynek oraz kościół Mariacki....

W krótkim odstępie czasu odwiedziłam Cafe Magia ponownie. Okazało się ono idealnym miejscem na niedzielny lunch. Jednak byłam tak zagadana z moim dawnym znajomym, że niestety nie pokażę Wam jak świetnie wyglądało jedzonko. Z całą pewnością mogę jednak polecić krem brokułowy, który serwowany jest z podgrzanym pieczywkiem - coś w stylu malutkich krakowskich obwarzanek, przyprawionych ziołami, oraz bagietki podawane na ciepło z oscypkiem, indykiem i żurawiną.
Lunch idealny na upalną niedzielę :)



Jest to bardzo klimatyczne miejsce, kawiarnia ma kilka sal, w których można miło spędzić czas - zarówno w towarzystwie znajomych, jak i samemu, gdy chcemy napić się dobrej kawy i np. poczytać dobrą książkę... :D  









piątek, 12 czerwca 2015

Marchewkowe muffiny samo zdrowie...

Ciasto marchewkowe to jest coś, co od dawna chciałam upiec i tak przypadkiem ostatnio trafiłam na przepis na blogu http://whatannawears.com/ na Muffiny Marchewkowe :)

Przepis troszkę zmodyfikowałam i wyszły całkiem niezłe smakołyki... Dlaczego modyfikowałam? Korzystałam z przepisu bezglutenowego, a że moja dieta nie wymaga odrzucenia glutenu, w szafce mam mąkę pszenną i żytnią, a stewii nigdy nie używałam, więc modyfikacje się przydały. 

Składniki na 10 muffinek:

     Ciasto
1 szklanka startej marchewki (2 średnie marchewki)
1 łyżeczka startego korzenia imbiru
1 szklanka mąki (3/4 mąki pszennej + 1/4 mąki żytniej)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki cynamonu
2 jajka
1/2 szklanki miodu
1,5 łyżki cukru (ja dałam brązowy)
    Nadzienie marchewkowe:
2 marchewki starte na tarce
1 łyżeczka oleju kokosowego (myślę, że możecie użyć rzepakowego)
1 łyżka miodu
1 łyżeczka soku  cytryny
Najpierw przygotowałam nadzienie marchewkowe. Starte marchewki przez około 5 minut podsmażamy na oleju. Po tym czasie dodajemy sok z cytryny i miód, podsmażamy kolejne 5 minut. Zostawiamy do wystygnięcia.

Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Przygotowujemy foremki na muffiny. Ja wyłożyłam moje metalowe foremki kwadratami z papieru do pieczenia i na zdjęciu możecie zobaczyć, jak ciekawie wyglądają gotowe muffiny w takich papierkach :)

Suche składniki (mąkę, proszek, sodę, cynamon) mieszamy w misce. W drugim naczyniu miksujemy jajka dodając olej, miód  cukier. Po chwili miksowania dodajemy stopniowo mąkę. Gdy masa będzie gładka dodajemy startą marchewkę i imbir. Mieszamy łyżką.

Ciasto nakładamy do foremek. Niecałą łyżkę ciasta na spód, następnie płaską łyżkę nadzienia i przykrywamy łyżką ciasta (może być więcej w zależności jak duże macie foremki). Pieczemy około 30-35 minut.


poniedziałek, 8 czerwca 2015

Kuchnia na zielono...

Dzisiaj na talerzu zielono mi... tralala... :) czyli zdrowy krem brokułowy... 
Uwielbiam zupy-kremy i postanowiłam poeksperymentować z brokułami i kilkoma innymi warzywkami. Jeszcze do niedawna jakoś nie przepadałam za tym zielonym warzywkiem, ale się przekonałam i teraz często gości jako dodatek do potraw w moim jadłospisie
 A dzisiaj jako danie główne... 
Brokuły warto  jeść - powiadają, że są antyoksydantem, są źródłem żelaza, fosforu, wapnia, magnezu, witaminy C. No jednym słowem: zdrowie! 

Co potrzebujemy, żeby upichcić nasz kremik
(porcja dla 3 osób)
brokuły (oczywista sprawa;) ) 500 gram
3 małe ziemniaki
1 marchew
1/2 cebuli
3,5 szklanki wody (+/- jeśli wasza zupka zrobi się za gęsta lub odwrotnie)
1,5 kostki rosołowej
2 łyżki oleju
sól, pieprz, natka pietruszki
Do przyrządzenia naszego kremu będziemy potrzebować blender albo miskę z nożami do siekania. Ja używam do kremów czy koktajli zestawu, który kupiłam w Tesco jakieś 4 lata temu - niestety teraz chyba nie ma go już w ofercie w Polsce, ale znalazłam go dla Was tu (klik), żeby pokazać o co mi chodzi... Szczerze mówiąc, blender działa kiepsko, ale miska z nożem i ubijaczka są rewelacja. Kupiłam go za jakąś niską cenę (około 40 zł... (?)).

Przejdźmy do gotowania... Obieramy ziemniaki i marchewkę. Kroimy w dużą kostkę i wrzucamy do wody wraz kostką rosołową. Całość powinna się gotować około 10-15 minut. Do gotującego się wywaru dodajemy około łyżkę posiekanej natki pietruszki (można także użyć suszonej pietruszki).

W czasie, gdy nasze wywar się gotuje, kroimy w kostkę cebulę i podsmażamy na oleju przez około 10 minut. Cebulę wrzucamy na rozgrzany olej i solimy odrobinę. Pilnując żeby się nie przypaliła, nabierze ładnego koloru.

Do garnka z ziemniakami i marchewką dorzucamy brokuł w małych różyczkach (szybciej się ugotuje). Gotujemy pod przykryciem około 5-7 minut, aż brokuły zmiękną. Po tym czasie dodajemy podsmażoną cebulkę i gotujemy jeszcze jakieś 3 minuty, dodając pieprz i sól do smaku. Nie jestem zwolennikiem soli, więc daję delikatnie do smaku, ale pieprzu w tym kremie możecie nie żałować. 

Całość należy zblendować i gotowe! 

Propozycja podania: w wesołej miseczce posypane odrobiną parmezanu ♥




piątek, 5 czerwca 2015

Recepta na szczęście #4: Nie mart się!

Wiecie, że podobne 90-95% rzeczy o które się martwimy się nie wydarzy?
Czy nie wydaje się Wam, że duży odsetek społeczeństwa ma skłonność do martwienia się "na zapas"?

Nie chcę generalizować, ale wielu ludzi martwi się bez powodu. Czasem wydaje się, że mamy dla siebie idealny plan i nie wyobrażamy sobie, by życie mogło potoczyć się inaczej. Nasze skrzętne, co do dnia i minuty plany powodują, iż stajemy się niewolnikami własnego życia. Martwimy się, o to co będzie, jeśli plan A oraz plan B nie wypalą - a kolejnych już nie mamy... Nie mówię, że planowanie jest złą rzeczą - jest dobrą! Ale nie popadajmy w paranoję planując najbliższe kilka lat (nie zakładając opcji zmian). Oszczędzimy sobie zbędnego stresu, zmartwień i rozczarowań. Najlepszy plan pisze nam życie oraz nasza wiara w powodzenie :) 

Następnym razem, kiedy zaczynamy się zamartwiać w stylu: "Co będzie jeśli...?" trzy razy zastanówmy się: czy warto? jakie jest prawdopodobieństwo, że nasze zmartwienie się spełni? Czy ze sprawy, o którą się martwimy może wyniknąć dobro? jak zamienić nasze zmartwienie w radość?
I najważniejsze: czy nasze jedno zmartwienie nie przyćmiewa nam kilkunastu innych radości - zarówno małych i dużych!

Życzę Wam i sobie zdrowego podejścia do życia i spraw codziennych, dystansu i  eliminowania jak największej liczby zmartwień...
Staram się cały czas nad tym pracować, wypracowywać ten dystans, bo wiem, że szkoda zdrowia i życia na zamartwianie się :)


I jeszcze jedno: czasem zbyt dużą wagę przywiązujemy do rzeczy, które może będą trwały długo, ale tak naprawdę nie wnoszą do naszego życia żadnej wartości, nie wprowadzają żadnych pozytywnych zmian, nie powodują, że jesteśmy szczęśliwi - nie przywiązujmy się do nich...






poniedziałek, 1 czerwca 2015

Pancakes + kawa = idealne śniadanie ♥

Tak oto powstało nowe równanie:
pancakes + kawa = idealne śniadanie...

Dzisiaj Dzień Dziecka, więc przepis dla wszystkich, którzy:

- czują się dziećmi
- są dziećmi
- mają dzieci - swoje, młodsze rodzeństwo, kuzynostwo...
 - chcą świętować Dzień Dziecka :)

A co! Każdemu się należy!



A dla tych co liczą każdą kalorię: Ten przepis nie jest jakimś dietetycznym przestępstwem - jedna porcja (czyli dwa pancakes) to 400kcal ;)
Tak nawiasem mówiąc: w Dzień Dziecka kalorii nie liczmy :p

Składniki na 4 pancakes'y:  
175ml jogurtu
jajko
szczypta soli
łyżka oleju
łyżeczka sody oczyszczonej
3/4 szklanki mąki pszennej