piątek, 5 czerwca 2015

Recepta na szczęście #4: Nie mart się!

Wiecie, że podobne 90-95% rzeczy o które się martwimy się nie wydarzy?
Czy nie wydaje się Wam, że duży odsetek społeczeństwa ma skłonność do martwienia się "na zapas"?

Nie chcę generalizować, ale wielu ludzi martwi się bez powodu. Czasem wydaje się, że mamy dla siebie idealny plan i nie wyobrażamy sobie, by życie mogło potoczyć się inaczej. Nasze skrzętne, co do dnia i minuty plany powodują, iż stajemy się niewolnikami własnego życia. Martwimy się, o to co będzie, jeśli plan A oraz plan B nie wypalą - a kolejnych już nie mamy... Nie mówię, że planowanie jest złą rzeczą - jest dobrą! Ale nie popadajmy w paranoję planując najbliższe kilka lat (nie zakładając opcji zmian). Oszczędzimy sobie zbędnego stresu, zmartwień i rozczarowań. Najlepszy plan pisze nam życie oraz nasza wiara w powodzenie :) 

Następnym razem, kiedy zaczynamy się zamartwiać w stylu: "Co będzie jeśli...?" trzy razy zastanówmy się: czy warto? jakie jest prawdopodobieństwo, że nasze zmartwienie się spełni? Czy ze sprawy, o którą się martwimy może wyniknąć dobro? jak zamienić nasze zmartwienie w radość?
I najważniejsze: czy nasze jedno zmartwienie nie przyćmiewa nam kilkunastu innych radości - zarówno małych i dużych!

Życzę Wam i sobie zdrowego podejścia do życia i spraw codziennych, dystansu i  eliminowania jak największej liczby zmartwień...
Staram się cały czas nad tym pracować, wypracowywać ten dystans, bo wiem, że szkoda zdrowia i życia na zamartwianie się :)


I jeszcze jedno: czasem zbyt dużą wagę przywiązujemy do rzeczy, które może będą trwały długo, ale tak naprawdę nie wnoszą do naszego życia żadnej wartości, nie wprowadzają żadnych pozytywnych zmian, nie powodują, że jesteśmy szczęśliwi - nie przywiązujmy się do nich...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz