czwartek, 22 października 2015

Londyn na weekend #2: koncerty, pyszne jedzenie, zakupy oraz Autumn Fair

Jeśli chcecie się dowiedzieć o troszkę innych miejscach Londynu częśc pierwsza weekendowego wypadu opisana jest tutaj: Londyn #1 - zapraszam ;)
a dzisiaj kolejne wrażenia, którymi chcę się z Wami podzielić ;)

Dwa koncerty
W Londynie zawsze coś się dzieje... Na przykład jeśli lubimy posłuchać muzyki poważnej, przed wyjazdem możemy przeszukać internet w poszukiwaniu darmowych występów. I tak udało mi się być na koncercie w St.Martin-in-the-Fields – pianino i śpiew niczym w operze – 45 minut wyciszenia od miejskiego gwaru i szumu. Kościół St. Martin znajduje się tuż przy Trafalgar Square i National Gallery, warto do niego wstąpić nawet jeśli nie zamierzamy ‘załapać’ sie na koncert, ze względu na ciekawe wnętrze i zaskakujące podziemia - w kryptach podziemnych (co dla mnie za pierwszym razem było zdziwieniem) możemy zjeść smaczny posiłek w przystępnej jak na Londyn cenie.

 
Drugi koncert był kompletnie nieplanowany. W jednym z kościołów, w dzielnicy, w której mieszkałam (Barnet) w niedzielny wieczór gościnny występ dawał chór z Sankt Petersburga. W repertuarze mieli zarówno pieśni sakralne, jak i folkowe.  Nie dalej niż trzy dni przed wyjazdem w rozmowie ze znajomą poruszyłyśmy temat jak fajnie byloby posłuchać rosyjskiego chóru – aż tu taka okazja. A propos: wszystko jest możliwe i siedzi w naszej podświadomości (o tym króciutko przeczytacie tu: todo es posible). Wracając do występu chóru - udało się nagrać fragmeny występów, żeby móc się z Wami podzielić :) 


Autumn Fair
Może kojarzycie z filmów, czy seriali brytyjskich jak różne grupy społeczne ogranizują zbiórki pieniedzy na rzecz mniejszych, lokalnych fundacji poprzez sprzedawanie domowych wypieków, losów na loterię, przetworów czy biżuterii, a także ręcznie robionych kartek czy zapachowych lawendowych saszetek.
To wszystko można było znaleźć na ‘Autumn Fair’ w Barnet, na który zabrała mnie w sobotnie przedpołudnie moja ‘brytyjska grandma’. Wejście na Autumn Fair kosztowało 0,5 funta. Całość zebranych pieniędzy była przeznaczona na lokalną fundację. Dla mnie była to świetna okazja to poznania różnych osób z okolicy i spędzenia miło czasu na pogawędkach z brytyjczykami.




Lawendowa saszetka, piękne serwetki i ręcznie robiona świąteczna kartka - wszystko z Autumn Fair :)

Jedzenie
Niektórzy mówią, że brytyjskie jedzenie jest niesmaczne. I tu moje zdanie jest odmienne – może jedzenie nie jest zawsze zdrowe, ale to zależy, co wybierzemy. Mogłabym jeść muffiny i apple crumble (jabłka pod kruszonką) w kółko. Co do głównego posiłku - Brytyjczycy jedzą różne rodzaje mięs, a jako dodatek często serwują marchewkę, groszek, brokuły czy piertuszkę. Taki zestaw warzyw zdecydowanie mi odpowiadał, razem z cienkimi plastrami wieprzowiny w sieci pubów Black Horse na niedzielny obiad. A na deser jabłka pod kruszonką z lodami mniam!





Zwiedzając Londyn możemy napić się dobrej kawy i zjeść lunch w sieci Pret a Manger. Ich restauracje znajdziemy w całym Londynie – możemy zjeść kanapki na ciepło czy zimno, skosztować ogromnych muffinów czy croissantów, napić się różnych rodzajów kawy czy herbaty – jak na sieciówkę bardzo fajne miejsce. Z chęcią zamieniłabym McDonald’s czy Starbucks w Polsce na Pret a Manger
 



Kawa + croissant + kanapka z łososiem

W Barnet moim odkryciem  w niedzielny poranek była Pâtisserie Joie de Vie francuska kawiarnia z wyśmienitą kawą i pysznymi wypiekami prowadzona przez francuskich chłopaków. Wstąpiłam do tej kawiarni spacerując po Barnet i był to strzał w dziesiątkę. Moją uwagę przyciąnęły wyśmienite wypieki, które można było zobaczyć przez witrynę  – czasem warto wstąpić w nieznane miejsce. Wchodząc można bylo się zachwycić wspaniałym zapachem kawy i świeżych wypieków... Podczas kilkunastu minut, które tam spędziłam przegryzając ‘chocolate croissant’  i popijając ‘flat white’ z kuchni ‘wyszło’ kilka nowych tac  z wypiekami  - brytyjczycy wstępowali po kawkę na wynos plus jakiś smakołyk. Miło było obserwować ludzi, zrelaksować się w tym sympatycznym miejscu z miłą obsługą.




Na liście znalazła się jeszcze wspomniana przy okazji St. Martins-in-the-field restauracja w kryptach. Nie mogłam odpuścić tak interesującego miejsca, jeśli będziecie chcieli je odwiedzić: do kościoła wchodzimy drzwiami po prawej stronie od głównych drzwi i tuż za nimi będą duże drewniane drzwi i schody prowadzące do podziemnej restauracji. Jedzonko badzo smaczne, miejsce zawsze pełne, więc dosiadłam się do kogoś, kto miał wolne miejsce przy stoliku. Zauważyłam, że wszyscy tak robią, co jest miłą okazją do pogawędki i poznania nowych osób. (http://www.stmartin-in-the-fields.org/cafe-in-the-crypt/)

Krem szpinakowy i apple crumble

Zakupy
Jeśli mamy ogromną walizę, do której możemy władować mnóstwo rzeczy to możemy nastawić się na buszowanie po sklepach. Najlepszy czas wyprzedaży to lipiec i styczeń – wtedy ceny w niektórych sklepach są wręcz śmieszne w porównaniu do naszych wyprzedaży (bluzki w H&M za 1 czy 2 funty ;) )  Tym razem mój podręczny bagaż nie pozwalał na ogromne szaleństwo, jednak miałam odrobinę miejsca, by kupić kilka rzeczy. 
Krok pierwszy: Primark – sieć sklepów z ubraniami, butami i gadżetami do domu. Dwa największe znajdują się na Oxford Street i prostopadłej do niej Tottenham Court. Łącząc zakupy ze zwiedzaniem, z Primark Oxford Street skierowałam się przez Regent Street, aż do Trafalgar Square. W Primarku możemy znaleźć bluzki od 2 funtów, tanie skarpetki czy bieliznę i piżamiki. Przy zbliżającej się zimie mnóstwo rękawiczek, czapek i szalików. Rzeczy są nienajgorszej jakości – mogę potwierdzić, że ciuszki, które zakupiłam kilka lat temu nie sprały się, ani nie straciły koloru po pierwszym czy kolejnym praniu (jak to czasem bywa).

Oxford Street
 

Boot’s oraz Savers – jeśli szukamy produktów kosmetycznych, czy chemicznych skierujmy się właśnie tam. Sieci tych sklepów znajdziemy praktycznie wszędzie, w każdej dzielnicy, czasem miałam wrażenie,  że jest ich kilka na jednej ulicy.

Jak gdzieś wyjeżdżam niegdy nie moge się oprzeć słodyczom – zawsze kupuję takie, których nie znajdę w statdardowym polskim sklepie. Sieci supermarketów, w których możemy szukać dobrych produktów w fajnych cenach to Waitrose czy Sainsbury’s. Dobrze nam znane Tesco także przemknęło mi przed oczami, jednak pozostałam wierna Waitrose – które było moim ulubionym już kilka lat temu – ponad to, Waitrose ma prawdopodobnie lepszą jakość, jest bardziej brytyjsko ;) a ceny porównywalne  ;p

W ostatni dzień spcerując po Barnet wstąpiłam do jakiejś księgarni. Pomijając fakt, że półki były pełne bożonrodzeniowych kartek (co dziwne, nie zauważyłam tam szału Halloween, które przecież tuż tuż) znalazłam kalendarze na nowy rok. Nie zamierzałam przywozić z Anglii kalendarza, ale był taki śliczny, że nie mogłam się oprzeć – plus cena (0,99 funta)  jak marzenie...





Rękawiczki i komin - Primark
Ekstrakt z wanilii - ideał podczas pieczenia (mam nadzieję ;) )

Sklepy do odwiedzenia jako atraktcyjne turystycze lub dla bardzo zasobnej kieszeni ;)

W Londynie jest kilka miejsc, w których możemy znaleźć kosmiczne ceny, ale dla samego doświadczenia zobaczenia miejsca warto wstąpić i przespacerować się między ekskluzywnymi stoiskami. Oprócz Harrod’s czy Harvey Nichols znajdujących się w dzielnicy Knightsbridge, mamy Liberty tuż przy Regent Street. Liberty to jeden z historycznych domów towarowych założony końcem XIX wieku, zarówno z zewnątrz jak i po wejściu do środka możemy podziwiać angielskie budownictwo i poczuć się troszkę jak w innej epoce. 








Magia czekoladek w Liberty :D




Stylowe wnętrze Liberty





Podążając dalej Regent Street minęłam Hamleys (www.hamleys.com/). Nie miałam w planach wstąpienia do środka, ale kto może się oprzeć jednemu z największych dziecięcych sklepów z zabawkami?  Hamleys jest także najstarszym na świecie sklepem z zabawkami. 7 olbrzymich pięter zabawek to nie lada wyzwanie. Wstąpiłam tylko na chwilę, bo we mnie ciągle jest dziecko ;p ale można tam spędzieć więcej niż godzinę – tego jestem pewna. W sumie to chwilami zastanawiałam się czy jest to sklep dla dzieci, czy bardziej dla dużych dzieci, bo momentami przeważała liczba dorosłych bawiących się zabawkami... no ale cóż, zabawki dla pociech trzeba najpierw przetestować :) A w każdym z nas powinno zostać trochę z dziecka ;)




Krótki filmik z Hamleys :D



Przechadzając się Regent Street dochodzimy do Piccadilly Circus... a tam już prawie jesteśmy przy Trafalgar Square i możemy skierować się po wielkich zakupach do wspomnianej wyżej restauracji w kryptach ;)


Piccadilly Circus


Podsumowując krótko: mimo przeziębienia, antybiotyku z którym pojechałam, było warto... Świetne miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie... Pogoda niekoniecznie jest zła, wbrew wszelkim powiedzeniom o londyńskiej pogodzie, a ludzie są przyjaźni i pomocni. Mam nadzieję, że troszę przybliżyłam Wam londyński klimat, chętnie przyjmę od Was Wasze ulubione miejsca w Londynie i nie tylko tam... Może jest jakieś miejsce, które polecacie na kolejną wyprawę? 

Pozdrawiam :)








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz