poniedziałek, 28 listopada 2016

Nauka w każdym wieku???

Całe życie uczymy się czegoś nowego - jest to nieunikniona sprawa ludzkiej egzystencji. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo się starali nauka nas nie opuści, bo nawet otwieranie nowego pojemniczka to w pewnym sensie nauka. Od drobnostek, o których nawet nie myślimy - do rzeczy większych. Czasem jest to wiedza teoretyczna, książkowa, niejednokrotnie jest to nabywanie umiejętności, które pomagają nam w samorealizacji i rozwoju.

Nie chcę klepać na klawiaturze do Was o  nowym sposobie otwierania pudełeczka, raczej chciałam się skupić na wiedzy tej ważniejszej, mającej wpływ na nasze sukcesy, życie nasze i innych, rozwój, spełnianie marzeń. Bo musimy przyznać, że choćbyśmy nie wiem jak mocno chcieli, robili mapę marzeń czy wizualizowali sobie sukces samo się nie nauczy. To nie jest tak, że budzimy się któregoś pięknego poranka i nagle zdajemy sobie sprawę, że mówimy płynnie po francusku, jeździmy samochodem jak rajdowcy, a gotowanie to nasze drugie imię. A jeśli ktoś z Was tego doświadczył, bardzo gorąco proszę o kontakt, bo chętnie poznałabym cudowną metodę :)

1. Ustal cel
2. Znajdź sposób nauki
3 Uwierz we własne możliwości
4. Nie poddawaj się w kryzysie
5. Prośmy o pomoc, zadajmy pytania
6. Przyjmujmy porady oraz konstruktywną krytykę

A teraz bardziej rozwinięte sześć powyższych punktów:




Nauka wymaga cierpliwości, czasu i pracy. To jest troszkę jak z tym dobrem (było o tym tu: KLIK). Żeby coś osiągnąć musimy postawić sobie cel, by mieć do czego dążyć. Nie jest wykluczone, że cel się nie zmieni - nie zabetonowujemy go na stałe - przecież zawsze możemy spróbować osiągnąć coś dalej, więcej, więc cel początkowo ustalony może stać się punktem na drodze do osiągnięcia kolejnego celu. Uwaga: cel może być ruchomy, ale w większości przypadków, tylko w jedną stronę - by osiągać więcej i być coraz lepszym w danej dziedzinie. Dlaczego w większości przypadków, a nie zawsze? Bo może pojawić się ekstremalna sytuacja, gdzie osiągnięcie celu nie będzie możliwe, ze względów np. zdrowotnych, miejsca zamieszkania etc. Wtedy nasz cel znika, ale pojawiają się inne.

To jest troszkę bardziej zagmatwane: pojawia się kolejny cel do realizacji, który niweluje poprzedni, więc można powiedzieć, że zmieniła się nasza hierarchia wartości. Czyli to nie do końca jest tak, że nie osiągnęliśmy tego celu. Przykład? Naszym celem jest założenie firmy X. Zaczynamy do tego dążyć, ale po drodze mamy niesamowitą okazję, by otworzyć firmę Y. Widzimy, że Y jest dla nas lepsze, wolelibyśmy to robić. Cel X zmienia się na Y i właściwie nie do końca było to poddanie się, bo z Y jest nam lepiej, samorealizacja jest na wyższym poziomie. Cały ten proces nazwałabym swoim 'patkowym nazewnictwem' "korygowaniem celu" ;) 

Po znalezieniu czegoś, czego  chcemy się nauczyć (jest to nasz CEL) musimy uwierzyć, że jesteśmy w stanie to osiągnąć. Ustalmy sobie ramy czasowe na nasz proces, by mieć motywację. Następnie postarajmy się poznać ludzi, którzy uczą się tego samego lub podobnego. Będziemy mogli wymieniać się doświadczeniami. Znajdźmy też mentora, nauczyciela. Niczego sami się nie nauczymy: nauczycielem nazwijmy sobie osobę, przewodnik, książkę, źródła internetowe... Nie zawsze w proces nauki musi ingerować fizycznie obecna osoba, czasem wystarczą dobre materiały do nauki. 

Jeśli jesteśmy gotowi do procesu możemy rozpocząć naukę. I tu przygotujmy się na kilka krytycznych momentów. Słyszałam, że "jak się nie przewrócisz to się nie nauczysz". Tyle w tym prawdy. Początki są ciężki, w ogóle nie wiemy o co chodzi. Jest to krytyczny moment numer 1. Ważne, żebyśmy wtedy się nie poddali. Nie poddawajmy się na starcie. "Nie od razu Kraków zbudowano" Skupmy się na nauce i załapiemy o co chodzi. Wtedy może przyjść punkt krytyczny 2. pod tytułem "już zdawało mi się, że wiem, a nie wiem:("  I mamy rację: tylko się nam zdawało. A niejednokrotnie, nauka wymaga czasu i cierpliwości. Początkowo, zdaje się, że już potrafimy nie wiadomo ile i co. I krach! Nic nie wiemy. Jest do d***. Ważne, żeby wtedy się nie załamać. Zdaje mi się, że więcej ludzi poddaje się w kryzysie numer 2 niż na samym stracie. Wtedy trzeba nam ogromnej wiary we własne siły, a najlepiej kopniaka optymizmu, energii i wiary od kogoś: naszego nauczyciela, rodziny, znajomych. Unikajmy w tym momencie osób, które nas skrytykują (nie mówię tu o konstruktywnej krytyce, która jest niezbędna), zbesztają, zrównają z ziemią za naszą nieporadność. Starajmy otaczać się motywatorami - dobre otoczenie może zdziałać cuda. Bądźmy wdzięczni za wszelką pomoc i przyjmujmy chętnie dobre wskazówki, konstruktywną krytykę - w końcu chcemy się nauczyć, czy nie???

Znów jesteśmy na ścieżce, odzyskujemy wiarę, rozpędzamy się. W zależności od skomplikowania procesu nauki kryzysy podobne do 2. będą zdarzać się częściej lub będzie ich więcej. Nie poddawajmy się, wierzmy we własne siły. 

Powtarzaj sobie: Jeśli inni się tego nauczyli, ja też mogę.
Skupmy się na tym, co już potrafimy. Korygujmy błędy, prośmy o radę i słuchajmy wskazówek. Prosić o radę? Słuchać wskazówek? Wierzcie mi, że trzeba. Niektórym przychodzi to z łatwością, innym trochę ciężej. Prawdopodobnie jeśli chcesz się uczyć i rozwijać masz duże ambicje, jesteś bardzo samodzielny, A takim ludziom cholernie trudno poprosić o pomoc czy pokazać, że jeszcze czegoś nie potrafią. Przez długi czas radzili sobie sami, pomagali innym, może często uczyli się tylko przy pomocy podręcznika, może uczyli innych, a tu nagle nowe wyzwanie. Trzeba samemu prosić innego o naukę oraz go słuchać. Dajmy sobie pomóc, chłońmy wiedzę, zadawajmy pytania - nie bójmy się kompromitacji pytaniem, jest to zazwyczaj oznaka naszej ciekawości, chęci nauki oraz inteligencji, a nie głupoty. Spójrzmy na dzieci - czy one siedzą cicho? Nie! Wręcz przeciwnie, zadają mnóstwo pytań, by jak najszybciej się nauczyć i poznać świat. Nie boją się pytać. Bądźmy trochę dziećmi w procesie nauki :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz